niedziela, czerwca 10

Rozdział 4

I wanna be with you, because I can't life without you.


Około godziny dziesiątej, chłopcy musieli iść na próbę. Zabronili nam gdziekolwiek się ruszać, obiecując, że jutro rano nas odwiozą. Pewnie chodziło o paparazzi.
Gdy tylko wyszli, poszłyśmy z Gem do sypialni Niall’a – pozwolił nam tam siedzieć, jak ich nie będzie.
Gem usiadła po turecku na łóżku i spojrzała na mnie z wyczekiwaniem. Uniosłam brwi – przecież nie bardzo miałam co opowiadać, jak nic nie pamiętałam. To ona powinna mi opowiedzieć, jak bawiłyśmy się.
- No powiedz! – krzyknęła nagle. Zmarszczyłam brwi, patrząc na nią jak na wariatkę.
- Nic nie było w nocy? Nawet cmoka w policzek? – Wpatrywała się we mnie z podnieceniem, odchylając się lekko do przodu.
- Niby z kim i gdzie?
- No, z Niall’em! Przecież spaliście w jednej sypialni, W JEDNYM ŁÓŻKU. Nie gadaj, że on cię nie pociąga, bo mi się wydaje, że ty mu się totalnie podobasz. Zresztą, fajnie wyszło, no nie? Nie chcieli, żebyśmy spały na sofie, to rzuciłam, że możemy spać z nimi i nic się nie stanie. Byli nieźle pijani, to się zgodzili. Ciebie od razu wziął Niall i myślałam, że coś będzie! Ja byłam u Harry’ego, on jest totalnie słodki, ale też do niczego nie doszło, bo jak się położyłam to od razu zasnęłam. Jeezu, po co ja tyle piłam? Jakbym…
Nie bardzo do mnie docierało co mówi Gem. Najlepiej zrozumiałam do „w jednym łóżku”. „Nie obrazisz się, jak będziesz spała RAZEM ZE MNĄ”. Tak musiało brzmieć te zdanie całe. Mam nadzieje, że nie narobiłam bardzo głupich rzeczy.
- Nie zrobiłam nic głupiego, prawda? – spytałam, kiedy Gem ucichła.
- Nie. Znaczy się, ja nie zauważyłam, żebyś zrobiła coś głupiego. Dużo tańczyłaś z Zaynem i Niall’em. I piłaś. Człowieku, nie mówiłaś mi, że tyle pijesz! Ja zawsze myślami…
Ucichła, jak tylko na mnie spojrzała. Musiałam mieć kwaśny wyraz twarzy, bo więcej już tego tematu nie poruszyła.
Wstałam i podeszłam do okna. Wyjrzałam na zewnątrz i zatkało mnie. Na dole stało około dwudziestu ludzi z wielkimi aparatami – paparazzi. Szybko zasłoniłam okno zieloną zasłoną – nie chciałam, żeby ktoś zrobił mi zdjęcie.
- Chcę do domu – powiedziałam i rzuciłam się na łóżko.
- Pojebało cię?! – krzyknęła Gem. – To najpiękniejsze chwile w moim życiu! Spotkałyśmy się z One Direction! Spałyśmy w ich domu!
- W ich łóżkach… - rzuciłam.
Zignorowała mnie.
- Oni nas znają! Wiedzą jak się nazywamy! Nie jesteśmy już jednymi z milionów fanek! Jesteśmy dla nich Zu i Gem. Zjadłyśmy z nimi śniadanie…
- Tak, a pod domem czatują paparazzi, żeby złapać takie kretynki jak my i zrobić im z życia piekło. Gem, ja też przeżyłam najlepsze chwile w moim życiu! Ale na pewno nie będę tego rozgłaszać, bo niektóre fanki nas po prostu zabiją.
Gem spojrzała na mnie uważnie. Zmarszczyła brwi.
- Czyli, że co? Mamy o tym nie rozpowiadać?
- Mamy siedzieć cicho. My ich nie znamy, oni nas nie znają. Zobaczyłyśmy ich pierwszy i ostatni raz w życiu – powiedziałam powoli.
Oczy Gem straciły blask.
- Zapomną o nas? Tak sądzisz?
Przegryzłam wargę i pokiwałam głową.
- Gem, oni są gwiazdami, a my…
- …zwykłymi dziewczynami z Middletown – dokończyła. – Tak, wiem.

*

- Nie moglibyście nas zawieść wcześniej? – spytała Gem.
Harry spojrzał na nią, unosząc wysoko brwi. Pozostali również utkwili w niej wzrok.
- Dlaczego? – spytał w końcu Liam.
Gem przegryzła wargę i spojrzała na mnie. Westchnęłam ciężko.
- Bezsensu tu siedzimy. Przecież nie chcemy, żeby ktoś się dowiedział, że z wami spędziłyśmy czas. Wy nie będziecie mieć skandalu, a my – hejterów.
Gem potwierdziła to ruchem głowy.
- Lepiej by było, gdybyście wy nas nie odwodzili, tylko ktoś inny, żeby nas ze sobą nie kojarzyli – ciągnęłam. Patrzyłam na wszystkich, tylko nie na Niall’a. Nie potrafiłam spojrzeć temu chłopakowi w oczy – wiedziałam, że jakbym się do niego zbliżyła, to bym wpadła po uszy. Nie chciałam do tego dopuścić – pewnie pobawiłby się mną chwilę, a potem zostawił dla jakiejś modelki, aktorki czy piosenkarki. Dla niego jestem zwykła fanką.
- Jak chcecie – rzucił Zayn, przyglądając się Niall’owi.
Zamknęłam oczy i ukryłam twarz w dłoniach.
Jeszcze dwa dni temu gadałam do ich plakatu – teraz boję się spojrzeć na jednego z członków mojego ulubionego zespołu. Jak wrócę, będę się pewnie wpatrywała godzinami w zdjęcia Niall’a, starając się zapomnieć. A on już niedługo nie będzie wiedział, że istnieje – pojedzie w trasę koncertową, spotka inne fanki, które oszukają ich ochroniarzy.  Trudno, że zepsułam humor Gem – to było najlepsze i jedyne rozwiązanie.
Nie ma szans, żeby Niall zainteresował się mną, Zu, która chce być dziennikarką i ma bzika na punkcie „Harry’ego Pottera”, „Percy’ego Jacksona” i jego zespołu. Bez sensu robić sobie nadzieje – potem by jeszcze bardziej bolało. To, że teraz czuję do niego coś więcej, niż to moje uwielbienie przed ich spotkaniem, się nie liczy. To zapewne zwykłe zauroczenie, nic więcej. Coś takiego, jak miał Harry z Cho albo Percy z Rachel. Przecież nie mogłam się zakochać w facecie, którego osobiście znam od kilku godzin.
Jutro już będę w Middletown i wrócę do normalnego życia. Przynajmniej nie ma szkoły –jest tydzień wolnego, bo jakaś instalacja nawaliła. Gdybym jeszcze w poniedziałek miała lecieć do szkoły, to by mnie rozdupiło* na miejscu.

*

- Josh was odwiezie.
Niall stał za mną i przyglądał się mi. Robiłam akurat kanapki, byłam sama w kuchni. Przegryzłam wargę, wściekła na los. Chciałam go unikać, a on do mnie przychodzi.
- Świetnie.
Cisza. Taka pełna napięcia. Serce biło mi jak cholera. Wszystko przez ciszę. No i Niall’a.
Nie chciałam na niego spojrzeć – więc zaczęłam robić piątą kanapkę, bardzo powoli, jakby zależało mi na estetyce. Powoli, równomiernie rozsmarowywałam masło. Parę chwil zajęło mi wybranie fajnego listka sałaty. Następnie, musiałam zdecydować, którego plasterka szynki użyć i jak go ułożyć na sałacie. Potem to przykryłam i odłożyłam na talerz. Zajęło mi to może pięć minut.
Stwierdziłam, że robienie szóstej kanapki byłoby już przegięciem, więc wzięłam talerz i poszłam usiąść na sofie. Wyminęłam Niall’a, nie patrząc na jego twarz. Usiadłam i sięgnęłam po pilot – zaczęłam szukać czegoś, przy czym nie umrę z nudów. Natrafiłam na Ostry dyżur. Akurat była jakaś operacja. Nigdy specjalnie mnie nie kręcił ten serial, ale na nudy i to dobre.  
Niall usiadł obok mnie. Wziął mi jedną kanapkę, bez pytania. No nie, czego jeszcze? Spojrzałam na niego ze złością. I wtedy sobie uświadomiłam, że popełniłam błąd. Spojrzałam w jego oczy.
Były niesamowicie niebieskie. Nie takie jak moje – moje przypominały kałużę. Jego były niezwykłe. Nigdy nie widziałam takiego odcieniu niebieskiego. To był jego osobisty niebieski.
Zaraz potem uświadomiłam sobie, co robię – zachwycam się jego oczami. Z tego wszystkiego zaklęłam po polsku. Na szczęście chłopak nie zrozumiał. Miał zdumiony wyraz twarzy.
- Co? – spytał zdezorientowany.
- Ugryzłam się w język – skłamałam. Najgłupsze Kłamstwo Stulecia.

*

Gdy wychodziłam z auta, obróciłam się, żeby spojrzeć jeszcze raz na Josha. Wysoki, przystojny brunet o ciemnych oczach. Zabawny. Fajny jest.
Pomachał mi i wyszczerzył zęby w uśmiechu. Również się uśmiechnęłam i odwróciłam od niego wzrok. Spojrzałam na mój dom. Na podjeździe nie było auta, światła nie świeciły się w żadnym pomieszczeniu. Jest sobota wieczór, a dom wydawał się wymarły. Zmarszczyłam brwi.
- Zadzwonię! – rzuciłam Gem na pożegnanie i pobiegłam w stronę drzwi wejściowych.
Nacisnęłam klamkę – zamknięte. Westchnęłam cicho. Wyciągnęłam swoje klucze i otworzyłam drzwi.
W domu panowała nienaturalna cisza. Zaświeciłam światło w przedpokoju.
- Jest tu ktoś?! – krzyknęłam, ale odpowiedziała mi cisza. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, które wisiało przy wieszaku na ubrania. Miałam na sobie niebieską bluzę Niall’a. Powąchałam ją i znowu poczułam ten niesamowity zapach, którego nie umiałam rozpoznać.
Wyciągnęłam telefon. Postanowiłam napisać do Kuby, on na pewno mi odpisze.
„gdzie jesteście?”
Położyłam na chwilę telefon na ziemi i zaczęłam ściągać trampki. Jak rzuciłam je pod ścianę, piknęła moja komórka.
„rodzice musieli pojechać do ciotki mary na parę dni, a ja jestem u matta. ty już wróciłaś? ;D”
Ciocia Mary była starszą panią, która nie była z nami spokrewniona, ale bardzo ją lubiliśmy. Była dla nas prawie jak babcia. Musiała się pewnie źle poczuć i rodzice pojechali jej pomóc.
„no”

*dacie wiarę, że takiego słowa nie ma? Ciągle mi go na czerwono podkreśla. Lool, a ja go nadużywam w codziennym życiu.

*
uważam, że to NAJGORSZY ROZDZIAŁ JAKI KIEDYKOLWIEK NAPISAŁAM. no. próbowałam zrobić z tego coś lepszego, ale się nie dało. cóż. 
rozdział miał już być w sobotę, ale coś mi się z twitterem stało ; ( timeline działał normalnie, ale ja nie mogłam nic zrobić, tylko śledzić wasze tweety -__- ale już jest okej ; D
co do cytatu na początku rozdziału - teraz bd takie dodawała ; ) one są moje. sama je wymyślam, sama je pisze po ang, więc mogą być błędy, bo mam tylko 4 z ang. czasami piszę piosenki i jak mi coś fajnego do głowy wpadnie to to zapisuje ; ) postanowiłam to wykorzystać na blogu ; D
jeszcze jedna sprawa - jeżeli czytasz tego bloga to zostaw komentarz pod tą notką. nie lubię żebrać o komentarze, ale co tam. to naprawdę miłe przeczytać miłe słowa i krytykę, bo wiem czego ode mnie oczekują czytelnicy.

5 komentarzy:

  1. Awww! Kocham to! Zabieraj się za nn a nie ;D Ola ; ) tak btw zrobię reklamę i zapraszam na www.moments-in-time-lovestory.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny blog! ;) czekam na kolejne rozdziały ;)
    informuj mnie o nich ;D i zapraszam na swojego bloga : http://bring-me-the-horizon-with-1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. jezuus dziewczyno, normalnie byłabyś egoistką gdybyś taki talent trzymała tylko dla siebie :D jak wszyscy to wszyscy, zapraszam na swojego bloga : http://www.styles-is-my-breath.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  4. świeeeeeetnie piszesz! bardzo mi się podoba, kiedy next rozdział ? (:

    OdpowiedzUsuń