sobota, czerwca 30

Rozdział 9


Kiedy ponownie oblała mnie woda, uświadomiłam sobie co robię. Stoję i całuję się z Niall’em Horanem. Robię to, czego miałam nie robić. Ja o tym marzyć nawet nie mogłam.
Niall przerwał pocałunek i przytulił mnie.
- Może nie znamy się długo, ale…
- Nie mów tego! – krzyknęłam, wyrywając mu się. – Nic nie mów.
I uciekłam. Byle jak najdalej od tego co się stało. Od mojej słabości i od niego.
Byłam mokrą nastolatką, błąkającą się nocą po Londynie. Po mieście, którego nie znam. Po policzkach zaczęły mi płynąć łzy. Usiadłam na chodniku, przy jakimś sklepie, i ukryłam twarz w dłoniach. Nie wiedziałam co robić, byłam zagubiona. Nie tylko w mieście, ale w życiu też. Bałam się, że Niall kiedyś dokończy te zdanie innej dziewczynie, a tego bym nie przeżyła. Nie przeżyłabym też, gdyby dokończył te zdanie mi. Nie miałabym spokoju, a trzymanie związku w tajemnicy przed fankami jest nie możliwe. Coś o tym wiem, w  końcu jestem jedną z nich. Będą się domyślać. Jedne będą mi gratulować, a drugie życzyć śmierci. Nie mogłabym tak żyć, ja to wiem. Za bardzo przejmuję się ludźmi.

Perspektywa Niall’a

Stałem tam kompletnie ogłupiały. Nie umiałem nadążyć za jej zmianami nastroju. Nie potrafiłem rozszyfrować tej dziewczyny, była dla mnie zagadką. Tykającą bombą, która potrafi wybuchnąć, kiedy popełni się jeden błąd przy jej rozbrajaniu. Uświadomiłem sobie, że teraz byłem bardzo blisko wybuchu.
Zeszedłem z fontanny i rozejrzałem się.  Nigdzie jej nie widziałem, nie pamiętam też gdzie pobiegła. Byłem zbyt zaskoczony jej reakcją, żeby zarejestrować taki szczegół, jak ten.
Całe ogłupienie zaczęło mi przechodzić, na miejsce jego przyszła wściekłość. Byłem zły na samego siebie, bo miałem trzymać się od niej z daleka. Nie chciałem jej zniszczyć życia. Ona najwyraźniej nic do mnie nie czuła. Tylko ja sobie ubzdurałem, że coś między nami jest. Ja jestem po prostu upierdliwy, a ona chce, żebym dał jej spokój. Ale nie potrafię teraz bez niej żyć. Jest dla mnie jak powietrze.
Sięgnąłem po telefon, żeby zadzwonić do chłopaków – sam jej nie znajdę. Wybrałem numer Liama, jakoś nie miałem ochoty z nikim innym rozmawiać.
Odebrał po kilku sygnałach.
- Cześć! – zaczął wesoło. – Co tam z Zu robicie? – W tle usłyszałem śmiech reszty.
- Nic takiego. Obecnie jej szukam, bo mi uciekła – odpowiedziałem niefrasobliwym tonem. – Może byście tak ruszyli dupy i mi pomogli, co? Sam jej w nocy nie znajdę. Londyn to jednak duże miasto – powiedziałem ze sztucznym spokojem. Zacisnąłem usta. Miałem ochotę roztrzaskać ten telefon i zacząć krzyczeć. Moja głupota nie zna granic. Jak ja mogłem uwierzyć, że ona cokolwiek do mnie czuje? Przeze mnie teraz błąka się po mieście.
Liam chwilę nie odpowiadał.
- Jak to „uciekła”? – spytał po chwili. W jego głosie nie było już słychać dawnego rozbawienia.
- Tak jak ludzie zazwyczaj uciekają. Wiesz, biegną, nie mają ochoty spojrzeć na te osoby, od których uciekają… - Przegryzłem wargę i zacisnąłem oczy. Za łatwo się rozklejałem, już czułem napływające mi łzy do oczu.
- To może inaczej zapytam. Dlaczego uciekła?
Nie odpowiedziałem. Nie miałem ochoty mu mówić, że się całowaliśmy, było cudownie i się skończyło to katastrofą.
- Mniejsza o to – odpowiedziałem wymijająco. – To pomożecie mi, czy mam sam jej szukać? – spytałem ponownie, a w moim głosie można było usłyszeć zniecierpliwienie.
- Gdzie jesteś? – Odetchnąłem z ulgą. Na razie nie będą się mnie wypytywać co się stało.
- W parku. Spotkajmy się przy London Eye, mam tam parę minut spaceru – i się rozłączyłem.

Perspektywa Zu

Siedziałam dalej na tym chodniku i płakałam. Nie chciało mi się po nikogo dzwonić, wstawać też mi się nie chciało. Poczekam do rana i jakoś dostanę się do domu.
Byłam tu już od jakieś godziny. Było cicho, samochody prawie w ogóle nie jeździły. Moja wyobraźnia płatała mi figle. Miałam wrażenie, że zaraz przyjdzie tu Sweeney Todd i mi poderżnie gardło, jak na demonicznego golibrodę przystało. To, że jestem kobietą i raczej nie golę brody nie dawało mi gwarancji przeżycia.
Usłyszałam, że ktoś mnie woła. Znałam ten głos. To od niego uciekłam. Spojrzałam w jego kierunku – był na drugiej stronie jezdni. Nie bardzo nad sobą panując, wstałam.
- Zu, w końcu cię znalazłem – usłyszałam krzyk pełen ulgi. Biegł już w moją stronę. Nie umiejąc się powstrzymać, wyszłam na jezdnie. Wtedy usłyszałam jego krzyk, pisk opon i klakson samochodu.

*

- Mówiłem, żebyście się trzymali od niej z daleka! Skurwysyny pieprzone! To twoja wina!
Słowa Kuby powoli składały się w mojej głowie. Krzyczał, nie wiedziałam jednak na kogo.
- Moja wina, a żebyś wiedział! – ryknął znajomy głos. Serce zabiło mi szybciej. Niall tu jest. – To moja, pierdolona wina! Ale gdybym nie zdążył jej odepchnąć, to nie wiadomo co by się jej stało – dokończył w miarę spokojnie. Chciałam zawołać go i poprosić, żeby mnie przytulił. Potrzebowałam go teraz.
Poczułam, że ktoś chwyta mnie za rękę. Był to mocny, ciepły uścisk. Spojrzałam w bok. Siedział tam Matt. Powoli rozejrzałam się. Byłam podłączona do jakiś kroplówek i Bóg wie czego. Leżałam w szpitalnym łóżku.
Poczułam, że po policzkach zaczynają mi spływać łzy. Matt otarł je kciukiem i przytulił moją głowę, do swojej klatki piersiowej. Czułam bicie jego serca, czułam jego ciepło. Jego ręka zaczęła mnie głaskać po plecach, a ja płakałam coraz bardziej. Sama nie wiem dlaczego.
- Wszystko będzie dobrze – szepnął mi do ucha i pocałował mnie w czubek głowy.
- Są rodzice? – spytałam ochrypniętym głosem.
- U lekarza prowadzącego – odpowiedział, nie puszczając mnie.
Wtuliłam się w niego, łaknąc jego ciepła. Wydawał mi się istotą z innego świata, taką opanowaną.
- Co się tak w ogóle stało?
Chwilę milczał. Potem wziął głęboki oddech i wyszeptał mi do ucha:
- Wpadłaś pod auto. Na szczęście temu Horanowi – poznałam po jego głosie, że się krzywi – udało się odepchnąć cię od auta. Ale zdążyło cię uderzyć.
Milczałam chwilę.
- Stało się mu coś? – szepnęłam.
- Nie - odpowiedział kwaśno.
Zmarszczyłam brwi. Wyswobodziłam się z jego uścisku.
- Zawołaj go tu – powiedziałam, patrząc na niego błagalnie.
Chłopak prychnął i wyszedł z sa/li. Rozejrzałam się po niej. Musiałam sama na niej przebywać – reszta łóżek była starannie zaścielona.
Ktoś zapukał dwa razy i wszedł. Był to chłopak o blond włosach i niebieskich oczach. Serce zabiło mi mocniej, a łzy znowu popłynęły po twarzy. Machnęłam na niego słabo ręką. Usiadł na krześle Matta.
- Dziękuję – szepnęłam i przytuliłam się do niego.

Perspektywa Niall’a

Byłem wściekły na jej brata. Nie dlatego, że mnie oskarżał, tylko dlatego, że miał racje. Najlepsze co mogłem w tej chwili zrobić, to zniknąć z jej życia. To była jedyna rzecz, której nie byłem w stanie dla niej zrobić.
Na korytarz wyszedł Matt. Miał dość nie przyjemną minę, jak na mnie spojrzał.
- Chcę cię widzieć – rzucił mi i podszedł do Kuby. Zaczęli szeptać między sobą, odwróceni do mnie tyłem.
Zapukałem i wszedłem powoli. Spojrzałem na nią uważnie. Wyglądała blado, miała na twarzy kilka zadrapań. Spojrzała na mnie i zaczęła płakać. Nie mogłem na to patrzyć – chciałem ją uchronić przed całym złem tego świata.
Machnęła na mnie ręką, a ja powoli podszedłem do krzesła przy jej łóżku. Usiadłem.
- Dziękuję – wyszeptała i przytuliła mnie, stulając głowę w moje ramie. Chwilę nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Potem zacząłem głaskać ją po głowie, wtulając twarz w jej włosy.

*
co tu dużo pisać. SZCZĘŚLIWYCH WAKACJI ;3
czytasz=komentujesz

piątek, czerwca 22

Rozdział 8


Jak otworzyłam oczy, dalej byłam oparta o jego ramię, a on mnie obejmował. Myślałam, że jeszcze śpi, więc powoli zaczęłam się wysuwać z jego uścisku. Nagle poczułam, że całuje mnie w głowę. Odwróciłam się. Niall miał szeroko otwarte oczy i przyglądał mi się z lekkim uśmiechem.
- Nie wróciliście do domu? – spytałam, nie wiedzieć czemu, szeptem.
Niall zaprzeczył ruchem głowy.
- Wszyscy śpią na dole. Twój brat chciał mnie stąd wywalić, ale się nie dałem – powiedział dumnie. Roześmiałam się.
- Która godzina? – Zaczęłam szukać telefonu pod łóżkiem, ale go tam nie było.
- Dziesiąta – odpowiedział posłusznie Niall, chwytając mnie za rękę i zmuszając do zaprzestania poszukiwań.
- Śniadanie! – powiedziałam, zrywając się z łóżka. Wybiegłam szybko z pokoju, zdając sobie sprawę, że robię z siebie wariatkę.
Miałam przecież trzymać się od niego z daleka. A co robię? Chcę, żeby mnie tulił, całował. To nie jest normalne zachowanie. Pora się ogarnąć i skończyć z tym. Zero myślenia o Niall’u Horanie. To tylko kumpel i nikt więcej.
Gdy zeszłam, zobaczyłam, że Kuba je przed telewizorem, a chłopacy zajęli kuchnię. Brat spojrzał na mnie oskarżycielsko i powiedział bez głośnie: „Czuję się obco we własnym domu”. Ja tylko pokazałam mu język i poszłam dołączyć do chłopaków. Usłyszałam za plecami prychnięcie.
W kuchni panował jeden, wielki rozgardiasz. Louis i Zayn śpiewali razem z Madonną, która akurat leciała w radiu. Za mikrofony robiły widelce. Harry i Liam byli ich tancerzami, wykonując jakiś dziki układ choreograficzny. Zaczęłam się śmiać, zgięta w pół. Harry kiwnął zachęcająco ręką. Pokiwałam przecząco głową i poszłam zrobić sobie jajecznicę.
- A teraz hit, który od miesięcy jest na naszej playliście – zapowiedział spiker. Rozpoznałam pierwsze takty „What Makes You Beautiful”. Chłopcy ryknęli z uciechy i zaczęli śpiewać.
Uśmiechnęłam się. Po chwili do kuchni wszedł Niall. Spojrzał na chłopaków i zaczął się śmiać. Dołączył do nich, wykonując irlandzki taniec. W tym momencie w drzwiach pojawił się Kuba. Spojrzał na nich jak na wariatów i się skrzywił. Potem przeniósł wzrok na mnie. Chciał, żebym ich wywaliła. Ja tylko przewróciłam oczyma i dałam gotową jajecznice na talerz. Następnie usiadłam za stołem i starałam się na nikogo nie zwracać uwagi.
Kuba posłał mi rozdrażnione spojrzenie.
- Hej, ludzie! – ryknął. Chłopcy zaszczycili go swoją uwagą. Ktoś ściszył muzykę. – Kiedy zamierzacie się stąd wynieść? – spytał bezpośrednio.
Zayn uniósł wysoko brwi.
- Przeszkadzamy ci? – Nazwałabym to pytaniem retorycznym.
- Tak – odpowiedział po prostu Kuba, spoglądając na każdego, zatrzymując dłużej wzrok na Harrym.
- Możemy się już zbierać – powiedział powoli Louis, przyglądając się mi, a potem Niall’owi. – Pod jednym warunkiem. Bierzemy do siebie Zu na cały dzień. Jutro rano ją odwieziemy. Gem też pojedzie.
Zakrztusiłam się jajecznicą. Zaczęłam kaszleć, zginając się w pół. Liam podszedł do mnie i klepną mnie w plecy. Reszta nie zwracała na mnie uwagi.
Kuba zrobił się lekko czerwony na twarzy.
- Po co? Chcecie im życie nie spierdolić? Chcecie, żeby inne fanki im nie dawały spokoju? Wyzywały od dziwek, kurw. Tego chcecie? Moim zdaniem, jak naprawdę je polubiliście, to powinniście zniknąć z ich życia.
Zapadła ciężka cisza. Niall spojrzał na mnie przelotnie. Moje serce wołało: „Nie słuchajcie tego kretyna! On nie wie co mówi, spadamy stąd.” Za to mój rozum, bardziej rozsądny, mówił: „On ma racje, Zu, on ma racje…”
Zayn nagle się uśmiechnął.
- Wiesz, myślę, że my naprawdę wiemy co robimy. Życia im nie spierdolimy.
Chciał chyba coś jeszcze powiedzieć, ale się rozmyślił.
Kuba nabrał głośno powietrza i spojrzał wkurzony na chłopaków.
- Odpierdolcie się od nich, dobrze wam radzę. Jak coś im zrobicie… - zawiesił głos i spojrzał prosto na Harry’ego, a potem Niall’a. Harry uśmiechnął się kpiąco w odpowiedzi, a Niall zaczął oglądać swoje paznokcie. Mimowolnie parsknęłam w jajecznice, czym zwróciłam na siebie uwagę innych. Lou uśmiechnął się triumfalnie.
- Myślę, że Zu powinna zdecydować – powiedział, patrząc na mnie wesoło. – Chcesz jechać z nami, czy zostajesz z zrzędzącym bratem i jego kumplami? Bo Gem pewnie z nami pojedzie.
Spojrzałam na niego urażona i wymamrotałam coś z pełną buzią. Louis wyszczerzył się
- Czyli jedzie z nami – zwrócił się do Kuby, na którego teraz wolałam nie patrzeć.

*

Siedziałam w aucie, nie patrząc na nikogo. Myślałam tylko o tym, że miałam sobie dać spokój z tą znajomością. Nic dobrego z tego nie wyniknie. Kuba miał racje. Ale nigdy mu tego nie powiem, bo by się za bardzo puszył.
Kiedy Gem się dowiedziała, że znowu jedziemy do chłopaków, była w siódmym niebie. Delikatnie mówiąc. Ja bym to ekstazą nazwała. Teraz śpiewa razem z nimi, a uśmiech nie znika z jej twarzy. Czasem spojrzy na mnie przelotnie, z naganą w oczach. Co, miałam się cieszyć, że nic nie idzie po mojej myśli? Nie, dzięki.
Gdy dojechaliśmy na miejsce, z jednej strony się już cieszyłam, bo nie musiałam siedzieć z nimi w aucie, a z drugiej byłam wściekła. Wszystko było nie tak! Wczoraj była chwila słabości. Ale teraz już sobie obiecuję – nigdy więcej się z nimi nie spotkamy. Choćby nie wiem co. I na pewno nie pozwolę Niall’owi Horanowi poprzewracać mi w jeszcze bardziej w sercu i głowie.

*

- Masz kogoś? – spytał. Byliśmy na spacerze, w parku. Była ciepła, czerwcowa noc. Wokół nas panowała cisza, nikogo nie było. Nie dziwię się, mało kto chodzi do parku o północy. Nie licząc meneli.
Pokręciłam przecząco głową. Dochodziliśmy do, że tak powiem, centralnej części parku. Była tam wielka, nowoczesna fontanna. Jedna z tych, po której latają sobie dzieci i mają zaciesz, bo nagle woda w nie tryska.
Była fajnie podświetlona. W Polsce lubiłam chodzić po fontannach. Zawsze było z tym dużo zabawy. Mimowolnie się uśmiechnęłam, patrząc na nią.
Nagle poczułam, że moje stopy odrywają się od ziemi. Podnosił mnie. Normalnie brał mnie na ręce!
- Postaw mnie, kretynie! – zapiszczałam, przytulając się do niego kurczowo, co skutecznie mu uniemożliwiło wykonanie mojej prośby. On tylko zaśmiał się cicho i zaczął raźnie iść ze mną w stronę fontanny.
- Co robisz? – szepnęłam mu do ucha, starając się nie wbijać mu paznokci w szyję.
- Zobaczysz – odpowiedział wesoło, potrząsając blond włosami
Zamknęłam oczy. Ufałam mu, ale dalej istniało zagrożenie, że nie utrzyma mojego ciężaru. Stanęliśmy, a zaraz potem zostałam oblana przez wielki słup wody. Mimowolnie krzyknęłam i roześmiałam się.
Poczułam, że stawia mnie na ziemi. Odetchnęłam z ulgą i spojrzałam w górę. Patrzyłam w niebieskie oczy chłopaka o blond włosach. Był cały mokry, a na jego ustach błąkał się uśmiech. Byliśmy oddaleni od siebie o milimetry, czułam jego oddech. Uwielbiałam w nim wszystko – od jego czerwonych vansów, po jego blond czuprynę. Trudno mi było to przyznać, ale on naprawdę mnie pociągał. Lubiłam go. Nawet więcej. Nie znałam tego uczucia, nie żywiłam go do Robaka. On był zawsze kumplem. Nasz cały związek był pomyłką, przypadkiem. Wszystko, co przeżywałam z Niall’em było dla mnie nowością. To mnie przerażało, a jednocześnie intrygowało. Z jednej strony chciałam krzyczeć, że uwielbiam tego chłopaka, a z drugiej chciałam uciec jak najdalej od niego. Jakby we mnie były dwie Zuzy. Wiedziałam, którą chciało być serce. Wiedziałam, którą chciał być rozum. Nie wiedziałam za to, którą chcę być ja.
Patrzył mi głęboko w oczy, jakby chciał się upewnić, czy to naprawdę mnie chcę. Czy jestem godna jego uwagi, czy ja to ja, a nie jakiś cyborg, podający się za mnie. Jego niebieskie tęczówki były jak rentgen, który nie potrafił dostrzec co się dzieje w moim sercu i głowie.
Stykaliśmy się nosami. Zaczęłam szybciej oddychać, nie potrafiąc przerwać tej więzi, która się między nami wytworzyła. Wystarczyłoby spuścić wzrok. Wydaje się, że to prosta czynność. Ale ja jej nie umiałam wykonać.
Zaczął się jeszcze bardziej zbliżać. Złożył delikatny pocałunek na moich ustach, a ja jęknęłam cicho i objęłam jego szyję rękoma.

*
tak, wiem. zepsułam koniec. nie umiałam tego inaczej napisać, próbowałam 3 razy >.< 
czytasz = komentujesz
jak, czytasz, to skomentuj. nawet nie wiecie, jaki mam zaciesz po waszych komentarzach. weźcie zróbcie frajdę dziecku i zostawcie komentarz xd
ps. 2,5 strony w wordzie ! JEST DŁUŻSZA XD

niedziela, czerwca 17

Rozdział 7


Koleś z pizzą przyjechał po dziewiątej – akurat zaczynał się mecz.
Kuba siedział jakiś obrażony, tak samo Matt. Gem była w siódmym niebie – gadała z Harrym. A ja? Ja byłam wściekła na Matta – po raz pierwszy odkąd go poznałam. Jak długo tam stał? Dlaczego nie mógł po prostu wyjść, jak zobaczył, że coś się szykuje? No i najbardziej męcząca mnie sprawa: DLACZEGO ON TO PRZERWAŁ? Przecież mógł zaczekać.
Ja wiem, miałam się trzymać od Niall’a z daleka. Ale ja nie umiałam. Na dodatek on mi nie pomagał. Mógłby sobie kupić brzydszą twarz na Ebayu i wredny, polski charakter na Allegro. A ten został wyposażony przez Boga w broń, której nie sposób się oprzeć.
Sięgnęłam po kawałek pizzy, nie ogarniając co się dzieje na boisku. Komentator coś się darł, Louis, Liam i Zayn mieli podekscytowane miny, a Kuba i Matt przerażone. Harry i Gem niekontaktowani, a Niall jadł pizzę i z zainteresowaniem w oczach śledził poczynania piłkarzy.
Nagle po mojej prawej stronie rozległ się ogłuszający ryk, a po lewej – jęk zawodu.
- Manchester zdobywa pierwszego gola! W dziesiątej minucie!
Louis odtańczył jakiś taniec szczęścia i przybił piątkę z Zaynem i Liamem. Kuba zaklął, a Matt złapał się za głowę. Ja tylko westchnęłam ciężko i sięgnęłam po kolejny kawałek pizzy.
Po kolejnych dziesięciu minutach męczarni, stwierdziłam, że idę do mojego pokoju. Przecież nie będę tu siedziała i się nudziła. Poszłam do kuchni po talerz, żeby wziąć sobie jakieś dwa kawałki pizzy i poszłam na górę. Nikt nie zauważył, że poszłam. Chyba.
Położyłam talerz na biurku i otworzyłam laptopa. Weszłam na facebooka, twittera i skypa. Na facebooku nudy – jak zwykle. Ktoś polubił moje zdjęcie i milion zaproszeń do jakiś aplikacji. Czym prędzej wyłączyłam portal. Wkurzał mnie, ale nie chciałam go usuwać, bo czasem się przydawał.
Przeglądnęłam twittera – tu zawsze dużo się działo. Większość osób, które obserwowałam, to były polskie directionerki. Uwielbiałam te dziewczyny, dzięki nim zawsze poprawiał mi się humor. Dużo tweetowałam po polsku – nawet tutaj, w Anglii. Dzisiaj jednak nie miałam ochoty robić spamu, więc również wyłączyłam ten portal. Zapatrzyłam się w pulpit. Byli na nim ci chłopcy, którzy siedzieli na dole i jarali się meczem.
Ktoś do mnie zadzwonił na skypie – Robak. Mój były. Czego on ode mnie chciał? Odkąd wyjechałam z Polski on się do mnie nie odzywał. Niepewnie odebrałam połączenie.
- Hej! – powiedział wesoło chłopak. Słabo go było widać – był wieczór, a on był podświetlany przez monitor.
- Hej – odpowiedziałam powoli. – Chciałeś coś?
- Stęskniłem się – powiedział poważnie. Zamknęłam oczy. Za dużo się teraz działo. – Wiesz, przemyślałem to wszystko. Przecież nie musieliśmy ze sobą zrywać. Jest skype, czasami moglibyśmy do siebie przyjeżdżać… To nie musiało się tak skończyć, Zuza.
Nic nie odpowiedziałam. Byłam z niego kompletnie wyleczona. Nawet gdybym nie wyprowadzała się do Anglii, to bym z nim zerwała.
- Robak…
W tym momencie ktoś zapukał i wszedł do pokoju. Zobaczyłam Niall’a. Uśmiechnęłam się.
- Kto to jest? – spytał Robak. Nie mogłam zobaczyć jego wyrazu twarzy.
- To mój kumpel. I, Robak, nie mielibyśmy szans. Ja cię już nie kocham.
Chwila ciszy.
- Jeżeli tak uważasz – powiedział i rozłączył się,  a ja odetchnęłam z ulgą.
Niall usiadł na moim łóżku i rozejrzał się dookoła. Z każdej ściany patrzyła na niego z plakatu jego podobizna. Oparł się plecami o ścianę, poklepał miejsce obok siebie i spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem. Usiadłam obok niego i zapatrzyłam się w jeden z plakatów.
- Kto to był? – spytał. Teraz sobie uświadomiłam, że chłopak nie zrozumiał rozmowy – przecież gadałam z Robakiem po polsku.
- Robak, mój były.
- Robak? – spytał Niall, parskając.
- Jak byliśmy mali, on założył się, że zje robaka – zmarszczyłam lekko nos – no i zjadł go. Od tej pory mówimy na niego Robak.
Niall uśmiechnął się.
- Nie jesteś stąd, prawda? Nie gadałaś z nim po angielsku.
- Jestem z Polski. Przeprowadziłam się tu niedawno.
- Dlaczego się przeprowadziliście? – spytał, przyglądając mi się z zaciekawieniem, jakby moje życie go interesowało.
- Tata dostał tu jakąś świetną pracę, a mama chciała, żebym zmieniła otoczenie – powiedziałam powoli.
- Otoczenie? To w Polsce jest gorzej, czy jak? – spytał, robiąc śmieszną minę.
- Bardziej chodziło mi o towarzystwo – wytłumaczyłam. – W Polsce miałam trochę problemów.
„Trochę”. Za łagodne słowo.
Spojrzał na mnie wyczekująco. Westchnęłam ciężko.
- Bardzo dużo imprezowałam i to się nie podobało mojej mamie. Raz, jak wracałam z moją paczką z imprezy, to wpadliśmy do naszej szkoły na noc. Zalaliśmy cały parter. Według monitoringu, bo ja tego nie pamiętam. W każdym razie, zasnęliśmy w schowku na miotły i rano obudziły nas sprzątaczka i dyr. To przesądziło o przeprowadzce. Mama nie chciała, żebym zniszczyła sobie życie.
Powiedziałam to monotonnym i bezbarwnym głosem.
- Zostawiłaś przyjaciół i przyjechałaś tutaj, żeby zacząć wszystko od początku? – słyszałam w jego głosie nutkę niedowierzania.
- Nie miałam wyboru – szepnęłam i oparłam głowę o ścianę.
Niall chwycił mnie za rękę. Chwilę patrzyłam na nasze splecione  palce i rozkoszowałam się ciepłem jego dłoni.
- Czemu nie oglądasz już meczu? – szepnęłam.
- Za bardzo się kłócą. Twój brat i jego kumpel, z Zaynem, Liamem i Lou – odpowiedział.
Siedzieliśmy chwilę w ciszy. Czułam się, jakby żołądek związał mi się w supeł. Musiałam zapanować nad oddechem. Jeszcze nikt tak na mnie nie działał. To wszystko było nowe.
- Oglądniemy jakiś film? – zaproponowałam nagle.
- Możemy.
Z żalem puściłam jego rękę i poszłam do laptopa. Otworzyłam plik „filmy”.
- Mam wszystkie części „Harry’ego Pottera”, „Percy’ego Jacksona”, „Jak stracić chłopaka w dziesięć dni”, „Piratów z Karaibów”, „Madagaskar” 1 i 2…
- Dawaj „Madagaskar 2” – powiedział.
Włączyłam film i położyłam laptopa na krześle, które ustawiłam przy moim łóżku. Usiadłam obok niego. 
Totalnie nie potrafiłam się skupić na tej bajce, którą i tak już znałam na pamięć. Chciało mi się spać, a na dodatek on siedział obok mnie. Położyłam głowę na jego ramieniu. Ostatnie co pamiętam, to to, że mnie objął. Potem zasnęłam, otulona jego ciepłem.

*
czytasz=komentujesz
Dziękuję wszystkim czytelnikom tego bloga! Bez was to byłoby to bezsensu. Moja pisanina nie jest za dobra, a mimo wszystko to się wam podoba ; ) Dziękuję za wsparcie, jesteście wspaniali! ; )
Mam małe pytanie - chciałby ktoś mi zrobić reklamę? Na twitterze, swoim blogu? Byłabym wdzięczna, bo ja już nie mam siły sama robić reklamy ; )

piątek, czerwca 15

Rozdział 6


- Cz-cześć – wyjąknęłam, nie bardzo wiedząc co ze sobą zrobić. Zgarnęłam włosy z twarzy do tyłu i patrzyłam na nich oniemiała.
- Chyba nie będziemy tak stali przed drzwiami. Wpuścisz nas? – spytał Liam, szczerząc zęby.
- Wchodźcie – powiedziałam i odsunęłam się. Weszli szybko do przedpokoju, a ja zamknęłam za nimi drzwi.
Rozległ się krzyk Gem:
- Chodź tu, Zu! Oni mnie gwałtem chcą zmusić do odpowiedzi na to pytanie!
- Chyba nie będziesz musiała odpowiadać! – odkrzyknęłam. Kiwnęłam na chłopaków i poprowadziłam ich do reszty.
- Niby czemu? – spytała Gem, jak weszłam do salonu.
- Bo odpowiedź przyjechała – mruknęłam i wskazałam chłopców ruchem głowy.
Gem otworzyła głupio usta i zapatrzyła się w nich. Lou parsknął śmiechem.
- Myśmy się porządnie nie przywitali! – krzyknął i mnie wyściskał. Mimowolnie się uśmiechnęłam – miał taki przyjacielski uścisk. Po paru chwilach puścił mnie i poszedł do Gem, która zdążyła już wstać i wyszczerzyć zęby w uśmiechu.
Każdy po kolei mnie przytulał. Na samym końcu został Niall. Jego uścisk był niezwykły, tak jak opisywały go wszystkie fanki, które tuliły chłopaka. Jak powąchałam jego koszulkę, poczułam ten niesamowity zapach.
- Moja bluza – szepnął mi do ucha, zanim mnie puścił. Uśmiechnęłam się nieśmiało w odpowiedzi i założyłam kosmyk włosów za ucho.
- Jak tu trawiliście? – spytała podekscytowana Gem, pochłaniając ich wzrokiem.
- Josh – odpowiedział Harry, przyglądając się mojemu bratu i jego przyjaciołom.
- No tak, przecież nas odwoził – mruknęła Gem, spuszczając wzrok.
Liam przyglądnął się jej.
- Będziecie oglądać mecz? – bardziej stwierdził, niż zapytał.
- Tak – przytaknął Kuba, przypominając nam o swojej obecności.
- A, właśnie – zreflektowałam się. – To mój brat, Kuba. To jego przyjaciele: Matt, Heath, Greg i Roger – przedstawiłam ich, wskazując po kolei. – To jest Niall, Harry…
- Znamy ich – powiedział trochę zimno Matt.
Wzruszyłam ramionami. Chciałam być miła.
- Twoja bluza, prawda? – spytał Matt, wskazując brodą na mnie i patrząc na Niall’a.
- Tak – odpowiedział chłopak, marszcząc lekko brwi. Jego mimika palpitacje wywołuje, przynajmniej u mnie.
Zapadła nieprzyjemna cisza. Gem dostała dziwnego stanu zapatrzenia w Harry’ego, z czego chyba nie zdawała sobie sprawy. Harry również na nią patrzył, z lekkim uśmiechem na twarzy. Coś czuję, że ominęło mnie dużo ciekawych wydarzeń na tej imprezie.
- Kibicujesz Arsenalowi? – spytał Zayn Gemmy. Miał na twarzy kpiący uśmieszek. Zabijał urodą, normlanie.
- Co? – spytała niezbyt przytomnie dziewczyna. – A, to. Nikomu nie kibicuje, po prostu znalazłam tą koszulkę od taty i pożyczyłam do spania.
Spojrzałam na Kubę. Wyglądał, jakby dostał po twarzy.
Nie miałam ochoty już tam siedzieć. Panowała nieprzyjemna atmosfera.
- Idę zamówić pizzę – rzuciłam i wyszłam do kuchni. Odetchnęłam z ulga. Kuba i Matt wyglądali dość dziwnie. Kuba dziwniej niż zazwyczaj, a to był już wyczyn.
Podeszłam do koszyka na stole, żeby poszukać ulotki z ofertą od pizzerii. Znalazłam ją po paru minutach. Przeglądnęłam ją pobieżnie i wystukałam numer.
- Halo? Trzy duże hawajskie. Na Long Street 5. Dziękuję, do usłyszenia.
Pizzę będą dopiero za jakąś godzinę. Poczułam czyjś oddech na karku. Odwróciłam się powoli. Za mną stał Niall.
- Byłem ciekawy kiedy zauważysz, że za tobą stoję – powiedział z wesołym uśmiechem. Mimowolnie parsknęłam śmiechem, chociaż nie wiem co mnie tak rozśmieszyło.
Usiadłam na stole. Teraz moja twarzy była na wysokości twarzy chłopaka.
- Dalej panuje tam taka, hm… przyjemna atmosfera? – spytałam, wskazując głową salon.
Niall roześmiał się.
- Trzech wyszło. Coś tam szeptali do twojego brata i po prostu wyszli. Został tylko, ten, no. Matt.
Pokiwałam głową. Zaczęłam się bawić swoimi włosami, jak zawsze kiedy się denerwuje. Następnie splotłam ręce, żeby nie było widać jak mi się trzęsą. Niall przyglądał mi się badawczo.
- Nosisz tą bluzę – szepnął, głaszcząc mnie po ramieniu. Zadrżałam lekko.
- Lubię ją – powiedziałam, patrząc na swoje splecione ręce. Założył moje włosy za ucho. Poczułam, że moje policzki robią się gorące.
„Pocałuj mnie” pomyślałam, zerkając nieśmiało w jego oczy.
Chłopak chwycił mnie za podbródek i zaczął powoli zbliżać swoje wargi do moich ust, patrząc mi badawczo w oczy. Byliśmy oddaleni od siebie tylko o centymetr.
- Kiedy ta pizza? – spytał Matt. Niall odsunął się szybko ode mnie i włożył ręce do kieszeni.  Poszedł na drugi koniec kuchni.
Zapatrzyłam się w podłogę, z pustym wyrazem twarzy.
- Za godzinę – odpowiedziałam.
Matt pokiwał głową i wyszedł. Niall spojrzał jeszcze raz na mnie, ze smutkiem w oczach, i poszedł za nim.

*
czytasz = komentujesz
Fajnie, że opowiadanie podoba się kilku osobą. Mam prośbę - podajcie mi twittery/blogi/gg na których  chcecie być informowani o nn. NAWET JEŻELI JUŻ PODALIŚCIE. 
I co myślicie? ; )

poniedziałek, czerwca 11

Rozdział 5

I want this, I want that but I need you.

Gdy robiłam sobie śniadanie, Gem, jak gdyby nigdy nic, weszła do mojej kuchni.
- Były otwarte drzwi? – zdziwiłam się. Byłam pewna, że je zamknęłam.
- Nie, weszłam razem z Kubą – odpowiedziała, siadając na krześle.
Spojrzałam na nią. Była wyraźnie przybita.
- Co taki humor?
Spojrzała na mnie spode łba.
- Niech pomyślę… Spotkałyśmy One Direction, byłyśmy u nich w domu, SPAŁYŚMY W ICH ŁÓŻKACH, a nie mamy ich numerów telefonów. A Harry jest totalnie słodki, a ja go już więcej nie spotkam.
- Gem, tak będzie lepiej – powiedziałam łagodnie. – Co powiesz na nockę u mnie? – szybko zmieniłam temat.
- Dzisiaj? – Oczy jej rozbłysły.
- Dzisiaj. Zrobimy jakiegoś twitcama.
Do kuchni wszedł Kuba. Nie spojrzał na nas, od razu skierował się do lodówki.
- Przyznać się mi tu – powiedział, szukając czegoś do jedzenia. – Z kim tak imprezowałyście?
Spojrzałyśmy na siebie z Gem.
- A, z takimi jednymi. Nie znasz. Poznałyśmy ich na koncercie – powiedziała Gem, przyglądając się moim kanapką.
- To pewnie jacyś geje musieli być, skoro byli  na koncercie One Direction – skwitował złośliwie.
Nie odpowiedziałyśmy. Lepsi geje, niż same One Direction.
- Dzisiaj robię nockę – rzuciłam do Kuby. – Więc dobrze by było, gdybyś się wyniósł z domu na noc.
- Nie bardzo. Dzisiaj jest mecz. Chłopacy przychodzą i oglądamy go u nas.
Chciałam się już zapytać, czy nie mogliby gdzie indziej, ale Gem spojrzała na mnie ostrzegawczo. Chciała, żeby Kuba został – podobał jej się. Chociaż, teraz nie jestem tego już taka pewna. Harry też wpadł jej w oko.
- To oglądniemy z wami mecz – odpowiedziała Gem. No to nici z twitcama.
- Kto gra? – spytałam bez zainteresowania.
- Manchester United i Arsenal Londyn* – odpowiedział Kuba, wyciągając mleko.  
- Świetnie. – Gem potarła dłonie. Powoli odzyskiwała humor. – To ja lecę do domu i przychodzę do was tak o dziewiętnastej. Przyniosę coś do żarcia.
I wybiegła.
- Bądź dla niej miły, ok? – rzuciłam do Kuby.
- Czemu? – spytał, patrząc na drzwi za którymi zniknęła Gem.
- Po prostu bądź miły. – I też wyszłam.

*

- Myślisz, że Kuba, no wiesz, widzi mnie? – spytała konspiracyjnie Gem nad miską z chipsami.
- Sądzę że tak, przecież ślepy nie jest – odpowiedziałam, sięgając po marchewkę.
Dziewczyna szturchnęła mnie w rękę.
- Nie o to mi chodzi. Czy myślisz, że mam u niego jakieś szanse? – Przegryzła wargę i spojrzała na mnie z napięciem. Miałam ochotę się uśmiechnąć, ale wiedziałam, że ta sprawa jest ważna dla Gem. Przynajmniej zapomniała już o Harrym. Chyba.
Zastanowiłam się chwilę nad odpowiedzią. Kuba zawsze zwracał uwagę na Gem.
- Myślę, że jakbyś się postarała… - powiedziałam powoli.
Gem uśmiechnęła się promiennie. Poprawiła swoją za dużą koszulkę z Arsenalu Londyn i wyciągnęła następną miskę na inny rodzaj chipsów.
- Mam pytanie. Skąd wiedziałaś, że Kuba kibicuje Arsenalowi** i skąd wytrzasnęłaś tą koszulkę?
Dziewczyna zarumieniła się lekko.
- To były dwa pytania – zauważyła. - To koszulka mojego taty. – Boże, widzisz, a nie grzmisz. Do tego doszło, że ojcu ciuchy kradnie, żeby zwrócić na siebie uwagę chłopaka. – A co do tego skąd wiem… To kiedyś o tym gadaliśmy.
Uniosłam brwi, ale nic nie odpowiedziałam. Nie wiedziałam, że gadają ze sobą o swoich zainteresowaniach.
Ktoś zadzwonił do drzwi. Gem w podskokach wybiegła z kuchni, żeby otworzyć. Po chwili do przedpokoju weszli przyjaciele Kuby – Matt, Greg, Roger i Heath.
Matt od razu przyszedł do kuchni i mnie przytulił na powitanie, jak zwykle. Miał silne ramiona, był bardzo ciepły. Serce zabiło mi mocniej. Zaraz się ode mnie odsunął i posłał mi miły uśmiech. Był wysoki  i muskularny, miał potargane, blond włosy.  Śniada skóra idealnie podkreślała jego zielone oczy. Jak się uśmiechał, na jego prawym policzku pojawiał się uroczy dołeczek.
- Żarełko przygotowałyście? – spytał. Uświadomiłam sobie, że stoję i patrzę na niego.
- Tak – odpowiedziałam, uśmiechając się. – Pomożesz zanieść mi to wszystko do salonu? Sama…
Nie dokończyłam, bo on już niósł dwie miski chipsów do pokoju. Uśmiechnęłam się do siebie i wzięłam szklanki z paluszkami.

*

Około ósmej wieczór wszystko było już gotowe. Zostało nam jeszcze półtorej godziny do meczu, więc zagraliśmy w butelkę na pytania.
Pierwszy kręcił Kuba – wypadło na Heatha. Chłopak wyszczerzył się i spojrzał wyczekująco na mojego brata.
- Czy coś cię łączy z Molly? – spytał, patrząc wyzywająco na przyjaciela.
- Tak – odpowiedział po prostu Heath i zakręcił butelką. Wypadło na mnie.
Heath wymienił porozumiewawcze spojrzenie z Kubą. Ustalili o co mają mnie zapytać. Bałam się, że koleś zapyta o Matta – tego bym nie zniosła.
- Od kogo dostałaś tą niebieską bluzę? – spytał, wskazując na mnie. Faktycznie, znowu miałam ją ubraną. Polubiłam ją, nawet bardzo.
Gem spojrzała na mnie z dziwnym wyrazem twarzy.
- Od Niall’a Horana – odpowiedziałam. Miałam nadzieje, że nie wiedzą kto to jest Niall.
Kuba zmarszczył brwi.
- Ten jeden z gejów? – spytał.
- Teraz nie jest twoja kolej – powiedziałam i zakręciłam butelką. Wypadło na Gem.
- Ej, jakie ja mam tobie pytanie zadać, jak ja wiem o tobie wszystko? – spytałam się jej, szczerząc zęby. Dziewczyna uśmiechnęła się i już miała odpowiedzieć na zadane pytanie, ale Kuba ją uprzedził.
- Możesz je oddać komuś innemu. Spotkałyście ostatnio w Londynie tych gejów i z nimi się bawiłyście, prawda?
Ktoś zadzwonił do drzwi.
- Zakład, że nie pójdziesz w tej samej bluzie i rozczochranych włosach otworzyć? – spytała szybko Gem. Nie chciała odpowiadać na pytanie Kuby.
- Oczywiście, że pójdę – powiedziałam i wstałam.
Pobiegłam szybko do drzwi wejściowych, czochrając po drodze włosy. Stanęłam przed drzwiami. Znowu zadzwonił dzwonek. Odetchnęłam głęboko i otworzyłam drzwi.
- Cześć.


*jak coś to ja się na tym kompletnie nie znam i wybierałam z drużyn które znam. padło na te ; D
**chyba tak to się odmienia? ;D

*

czytasz= komentujesz
ZASZALAŁAM. 

niedziela, czerwca 10

Rozdział 4

I wanna be with you, because I can't life without you.


Około godziny dziesiątej, chłopcy musieli iść na próbę. Zabronili nam gdziekolwiek się ruszać, obiecując, że jutro rano nas odwiozą. Pewnie chodziło o paparazzi.
Gdy tylko wyszli, poszłyśmy z Gem do sypialni Niall’a – pozwolił nam tam siedzieć, jak ich nie będzie.
Gem usiadła po turecku na łóżku i spojrzała na mnie z wyczekiwaniem. Uniosłam brwi – przecież nie bardzo miałam co opowiadać, jak nic nie pamiętałam. To ona powinna mi opowiedzieć, jak bawiłyśmy się.
- No powiedz! – krzyknęła nagle. Zmarszczyłam brwi, patrząc na nią jak na wariatkę.
- Nic nie było w nocy? Nawet cmoka w policzek? – Wpatrywała się we mnie z podnieceniem, odchylając się lekko do przodu.
- Niby z kim i gdzie?
- No, z Niall’em! Przecież spaliście w jednej sypialni, W JEDNYM ŁÓŻKU. Nie gadaj, że on cię nie pociąga, bo mi się wydaje, że ty mu się totalnie podobasz. Zresztą, fajnie wyszło, no nie? Nie chcieli, żebyśmy spały na sofie, to rzuciłam, że możemy spać z nimi i nic się nie stanie. Byli nieźle pijani, to się zgodzili. Ciebie od razu wziął Niall i myślałam, że coś będzie! Ja byłam u Harry’ego, on jest totalnie słodki, ale też do niczego nie doszło, bo jak się położyłam to od razu zasnęłam. Jeezu, po co ja tyle piłam? Jakbym…
Nie bardzo do mnie docierało co mówi Gem. Najlepiej zrozumiałam do „w jednym łóżku”. „Nie obrazisz się, jak będziesz spała RAZEM ZE MNĄ”. Tak musiało brzmieć te zdanie całe. Mam nadzieje, że nie narobiłam bardzo głupich rzeczy.
- Nie zrobiłam nic głupiego, prawda? – spytałam, kiedy Gem ucichła.
- Nie. Znaczy się, ja nie zauważyłam, żebyś zrobiła coś głupiego. Dużo tańczyłaś z Zaynem i Niall’em. I piłaś. Człowieku, nie mówiłaś mi, że tyle pijesz! Ja zawsze myślami…
Ucichła, jak tylko na mnie spojrzała. Musiałam mieć kwaśny wyraz twarzy, bo więcej już tego tematu nie poruszyła.
Wstałam i podeszłam do okna. Wyjrzałam na zewnątrz i zatkało mnie. Na dole stało około dwudziestu ludzi z wielkimi aparatami – paparazzi. Szybko zasłoniłam okno zieloną zasłoną – nie chciałam, żeby ktoś zrobił mi zdjęcie.
- Chcę do domu – powiedziałam i rzuciłam się na łóżko.
- Pojebało cię?! – krzyknęła Gem. – To najpiękniejsze chwile w moim życiu! Spotkałyśmy się z One Direction! Spałyśmy w ich domu!
- W ich łóżkach… - rzuciłam.
Zignorowała mnie.
- Oni nas znają! Wiedzą jak się nazywamy! Nie jesteśmy już jednymi z milionów fanek! Jesteśmy dla nich Zu i Gem. Zjadłyśmy z nimi śniadanie…
- Tak, a pod domem czatują paparazzi, żeby złapać takie kretynki jak my i zrobić im z życia piekło. Gem, ja też przeżyłam najlepsze chwile w moim życiu! Ale na pewno nie będę tego rozgłaszać, bo niektóre fanki nas po prostu zabiją.
Gem spojrzała na mnie uważnie. Zmarszczyła brwi.
- Czyli, że co? Mamy o tym nie rozpowiadać?
- Mamy siedzieć cicho. My ich nie znamy, oni nas nie znają. Zobaczyłyśmy ich pierwszy i ostatni raz w życiu – powiedziałam powoli.
Oczy Gem straciły blask.
- Zapomną o nas? Tak sądzisz?
Przegryzłam wargę i pokiwałam głową.
- Gem, oni są gwiazdami, a my…
- …zwykłymi dziewczynami z Middletown – dokończyła. – Tak, wiem.

*

- Nie moglibyście nas zawieść wcześniej? – spytała Gem.
Harry spojrzał na nią, unosząc wysoko brwi. Pozostali również utkwili w niej wzrok.
- Dlaczego? – spytał w końcu Liam.
Gem przegryzła wargę i spojrzała na mnie. Westchnęłam ciężko.
- Bezsensu tu siedzimy. Przecież nie chcemy, żeby ktoś się dowiedział, że z wami spędziłyśmy czas. Wy nie będziecie mieć skandalu, a my – hejterów.
Gem potwierdziła to ruchem głowy.
- Lepiej by było, gdybyście wy nas nie odwodzili, tylko ktoś inny, żeby nas ze sobą nie kojarzyli – ciągnęłam. Patrzyłam na wszystkich, tylko nie na Niall’a. Nie potrafiłam spojrzeć temu chłopakowi w oczy – wiedziałam, że jakbym się do niego zbliżyła, to bym wpadła po uszy. Nie chciałam do tego dopuścić – pewnie pobawiłby się mną chwilę, a potem zostawił dla jakiejś modelki, aktorki czy piosenkarki. Dla niego jestem zwykła fanką.
- Jak chcecie – rzucił Zayn, przyglądając się Niall’owi.
Zamknęłam oczy i ukryłam twarz w dłoniach.
Jeszcze dwa dni temu gadałam do ich plakatu – teraz boję się spojrzeć na jednego z członków mojego ulubionego zespołu. Jak wrócę, będę się pewnie wpatrywała godzinami w zdjęcia Niall’a, starając się zapomnieć. A on już niedługo nie będzie wiedział, że istnieje – pojedzie w trasę koncertową, spotka inne fanki, które oszukają ich ochroniarzy.  Trudno, że zepsułam humor Gem – to było najlepsze i jedyne rozwiązanie.
Nie ma szans, żeby Niall zainteresował się mną, Zu, która chce być dziennikarką i ma bzika na punkcie „Harry’ego Pottera”, „Percy’ego Jacksona” i jego zespołu. Bez sensu robić sobie nadzieje – potem by jeszcze bardziej bolało. To, że teraz czuję do niego coś więcej, niż to moje uwielbienie przed ich spotkaniem, się nie liczy. To zapewne zwykłe zauroczenie, nic więcej. Coś takiego, jak miał Harry z Cho albo Percy z Rachel. Przecież nie mogłam się zakochać w facecie, którego osobiście znam od kilku godzin.
Jutro już będę w Middletown i wrócę do normalnego życia. Przynajmniej nie ma szkoły –jest tydzień wolnego, bo jakaś instalacja nawaliła. Gdybym jeszcze w poniedziałek miała lecieć do szkoły, to by mnie rozdupiło* na miejscu.

*

- Josh was odwiezie.
Niall stał za mną i przyglądał się mi. Robiłam akurat kanapki, byłam sama w kuchni. Przegryzłam wargę, wściekła na los. Chciałam go unikać, a on do mnie przychodzi.
- Świetnie.
Cisza. Taka pełna napięcia. Serce biło mi jak cholera. Wszystko przez ciszę. No i Niall’a.
Nie chciałam na niego spojrzeć – więc zaczęłam robić piątą kanapkę, bardzo powoli, jakby zależało mi na estetyce. Powoli, równomiernie rozsmarowywałam masło. Parę chwil zajęło mi wybranie fajnego listka sałaty. Następnie, musiałam zdecydować, którego plasterka szynki użyć i jak go ułożyć na sałacie. Potem to przykryłam i odłożyłam na talerz. Zajęło mi to może pięć minut.
Stwierdziłam, że robienie szóstej kanapki byłoby już przegięciem, więc wzięłam talerz i poszłam usiąść na sofie. Wyminęłam Niall’a, nie patrząc na jego twarz. Usiadłam i sięgnęłam po pilot – zaczęłam szukać czegoś, przy czym nie umrę z nudów. Natrafiłam na Ostry dyżur. Akurat była jakaś operacja. Nigdy specjalnie mnie nie kręcił ten serial, ale na nudy i to dobre.  
Niall usiadł obok mnie. Wziął mi jedną kanapkę, bez pytania. No nie, czego jeszcze? Spojrzałam na niego ze złością. I wtedy sobie uświadomiłam, że popełniłam błąd. Spojrzałam w jego oczy.
Były niesamowicie niebieskie. Nie takie jak moje – moje przypominały kałużę. Jego były niezwykłe. Nigdy nie widziałam takiego odcieniu niebieskiego. To był jego osobisty niebieski.
Zaraz potem uświadomiłam sobie, co robię – zachwycam się jego oczami. Z tego wszystkiego zaklęłam po polsku. Na szczęście chłopak nie zrozumiał. Miał zdumiony wyraz twarzy.
- Co? – spytał zdezorientowany.
- Ugryzłam się w język – skłamałam. Najgłupsze Kłamstwo Stulecia.

*

Gdy wychodziłam z auta, obróciłam się, żeby spojrzeć jeszcze raz na Josha. Wysoki, przystojny brunet o ciemnych oczach. Zabawny. Fajny jest.
Pomachał mi i wyszczerzył zęby w uśmiechu. Również się uśmiechnęłam i odwróciłam od niego wzrok. Spojrzałam na mój dom. Na podjeździe nie było auta, światła nie świeciły się w żadnym pomieszczeniu. Jest sobota wieczór, a dom wydawał się wymarły. Zmarszczyłam brwi.
- Zadzwonię! – rzuciłam Gem na pożegnanie i pobiegłam w stronę drzwi wejściowych.
Nacisnęłam klamkę – zamknięte. Westchnęłam cicho. Wyciągnęłam swoje klucze i otworzyłam drzwi.
W domu panowała nienaturalna cisza. Zaświeciłam światło w przedpokoju.
- Jest tu ktoś?! – krzyknęłam, ale odpowiedziała mi cisza. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, które wisiało przy wieszaku na ubrania. Miałam na sobie niebieską bluzę Niall’a. Powąchałam ją i znowu poczułam ten niesamowity zapach, którego nie umiałam rozpoznać.
Wyciągnęłam telefon. Postanowiłam napisać do Kuby, on na pewno mi odpisze.
„gdzie jesteście?”
Położyłam na chwilę telefon na ziemi i zaczęłam ściągać trampki. Jak rzuciłam je pod ścianę, piknęła moja komórka.
„rodzice musieli pojechać do ciotki mary na parę dni, a ja jestem u matta. ty już wróciłaś? ;D”
Ciocia Mary była starszą panią, która nie była z nami spokrewniona, ale bardzo ją lubiliśmy. Była dla nas prawie jak babcia. Musiała się pewnie źle poczuć i rodzice pojechali jej pomóc.
„no”

*dacie wiarę, że takiego słowa nie ma? Ciągle mi go na czerwono podkreśla. Lool, a ja go nadużywam w codziennym życiu.

*
uważam, że to NAJGORSZY ROZDZIAŁ JAKI KIEDYKOLWIEK NAPISAŁAM. no. próbowałam zrobić z tego coś lepszego, ale się nie dało. cóż. 
rozdział miał już być w sobotę, ale coś mi się z twitterem stało ; ( timeline działał normalnie, ale ja nie mogłam nic zrobić, tylko śledzić wasze tweety -__- ale już jest okej ; D
co do cytatu na początku rozdziału - teraz bd takie dodawała ; ) one są moje. sama je wymyślam, sama je pisze po ang, więc mogą być błędy, bo mam tylko 4 z ang. czasami piszę piosenki i jak mi coś fajnego do głowy wpadnie to to zapisuje ; ) postanowiłam to wykorzystać na blogu ; D
jeszcze jedna sprawa - jeżeli czytasz tego bloga to zostaw komentarz pod tą notką. nie lubię żebrać o komentarze, ale co tam. to naprawdę miłe przeczytać miłe słowa i krytykę, bo wiem czego ode mnie oczekują czytelnicy.

środa, czerwca 6

Rozdział 3


Obudził mnie telefon. Ktoś do mnie dzwonił. Głowa wydawała się cięższa niż zazwyczaj. Telefon leżał na ziemi, pod łóżkiem. Nacisnęłam zieloną słuchawkę, nie sprawdzając kto dzwoni.
- Halo? – spytała zbolałym głosem.
- Zuzanno, chciałabym wiedzieć gdzie ty się podziewasz. – Mama. – Czekaliśmy na was przy London Eye, tak jak się umówiliśmy. A wy nie przyszłyście!
- Chłopcy nas na małą imprezę zaprosili – powiedziałam wolno. Usłyszałam jak mama wciąga głośno powietrze.
- Kac? – spytała w miarę spokojnie.
- No… troszeczkę. – Nie żyję. Obiecałam, że tutaj, w Anglii, koniec z imprezami i alkoholem.
- Gemma też? – Czyli rodzice Gem są z nimi.
- Ehe – mruknęłam.
- Zaczekaj – rzuciła i się rozłączyła.
No to czekałam. Przy okazji rozglądnęłam się po pokoju. Był duży, miał zielone ściany. Szafa była z jasnego drewna, ktoś poprzyklejał na nią zdjęcia chłopaków. Przy oknie stała gitara. Właściwie, nic więcej w pokoju nie było. Żadnych półek na książki, płyty. Tylko po obu stronach łóżka stały stoliki nocne.
Telefon ponownie zadzwonił.
- I co? – rzuciłam do słuchawki, starając się ignorować potworny ból głowy.
- Postanowiliśmy z rodzicami Gemmy, że za ten wybryk wracacie na własną odpowiedzialność do domu. Nie będzie żadnej kary. Dajemy wam czas do jutra. Wieczorem macie być w domu. – I się rozłączyła.
No świetnie. tylko tego mi brakowało, żeby wracać sama do domu z Londynu do Middletown*. Wstałam powoli z łóżka. Trochę kręciło mi się w głowie, ale można to było przeżyć. Wyszłam na korytarz. Z dołu dochodziły śmiechy i rozmowy. Powoli podążyłam w stronę schodów. Kiedy przechodziłam obok lustra, zerknęłam w nie, żeby zobaczyć co mam na sobie. Za duża, niebieska bluza z kapturem. Sięgała mi do połowy ud. Podniosłam rękę do twarzy i powąchałam za duży rękaw. Nie miałam pojęcia co to za zapach, ale podobał mi się.
Kiedy tylko zeszłam na dół, rozległy się powitalne okrzyki.
- Śpiąca królewna wstała! – krzyknął Lou. Siedział przy stole i czekał na naleśniki, które robił Harry.
Uśmiechnęłam się blado. Zerknęłam na Gem – była w dużo lepszym stanie niż ja.
- Mamy być w domu do jutra wieczorem – rzuciłam.
Gem wytrzeszczyła oczy. Niespodziewanie walnęła głową w blat.
- Jak? – spytała, nie podnosząc głowy.
- Miotły – rzuciłam.
- Miotły – powtórzyła, unosząc jeden palec do góry.
- Sieć Fiuu.
Drugi palec.
- Teleportacja.
Trzeci palec.
- Świstoklik.
 Czwarty palec.
- Możemy jeszcze iść na King Cross, dostać się na peron numer 9 i ¾ i poczekać do pierwszego września…
- To będzie opcja alternatywna – zgodziła się Gem, odginając piąty palec. Dalej trzymała rękę w górze, wyglądając dość żałośnie.
Louis zaśmiał się. Spojrzałam na niego urażona, a Gem westchnęła ciężko, nie opuszczając ręki.
- Weźcie dajecie spokój – powiedział Harry, przyglądając się z bliska naleśnikowi, który właśnie smażył. Ręka Gem opadła na dół. – Jestem Harry Styles. Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych.
Uśmiechnęłam się kwaśno. Porwałam trzy naleśniki na talerz, nutellę i łyżkę. Starając się, żeby nic nie spadło, poszłam przed telewizor. Zamiast na sofie, usiadłam na ziemi. Sięgnęłam po pilot i włączyłam telewizor. Zaczęłam szukać kanału, gdzie lecą jakieś kreskówki. Po kilku chwilach trafiłam na ‘Pinky i Mózg’ – najlepszą kreskówkę jaką widział świat, moim zdaniem.
Położyłam przed sobą talerz i zaczęłam nakładać na naleśnika nutellę, rozsmarowując ją byle jak. Następnie złożyłam to tak, żeby nie ubrudzić sobie palców.
Rzuciłam się na tego naleśnika, jakbym od tygodnia nic nie jadła. Po jakiś trzech gryzach nie było go już i byłam cała z nutelli. Nie przejmując się, że ktoś może na mnie patrzeć, zrobiłam sobie następnego. Tym razem jadłam go wolniej, nie odrywając oczu od telewizora.
Gdy zaczynałam jeść trzeciego naleśnika, ktoś usiadł obok mnie. Spojrzałam na niego kontem oka, tak, żeby nie zauważył, że patrzę na niego kontem oka. Niall. Zawsze słyszałam, że jest on bardzo rozmowny i w ogóle. Ale do mnie odezwał się raptem parę razy. Chyba, że gadał ze mną jak byłam pijana, a ja tego nie pamiętam, co jest bardzo możliwe. Odwróciłam od niego wzrok. Ten chłopak działał na mnie dziwnie. Bałam się, że palnę coś głupiego i zrobię z siebie idiotkę.
Chciał zjeść w spokoju – nie zwracał na mnie uwagi, tylko pochłaniał swoje śniadanie. Czasami zerkał na tv, ale nie bardzo go obchodziło co się dzieje w tym odcinku. Tak jak mnie teraz, bo on mnie wyprowadził z równowagi. A tylko usiadł obok mnie.
Zamknęłam oczy, żeby wyrzucić go ze swoich myśli. Ugryzłam jeszcze raz naleśnika i skierowałam swój wzrok na telewizor. PRAWIE zapomniałam, że on obok mnie siedzi. Jak skupiłam się na kolejnym planie przegenialnych myszy, on się odezwał.
- Wygodnie ci się spało?
Utkwiłam wzrok w naleśniku.
- Szczerze, to nie wiem – odpowiedziałam, jak tylko przełknęłam. – Kogo to był pokój? – spytałam.
Kontem oka zauważyłam, że chłopak uniósł brwi.
- Mój. Nie pamiętasz? Prowadziłem cię tam w nocy.
- Coś tam pamiętam – powiedziałam powoli. – Nie wiedziałam, że to byłeś ty.
Niall chciał coś powiedzieć, ale się rozmyślił. Zamilkł na chwilę, marszcząc czoło.
- Ładnie ci w tej bluzie. – Zacisnął mocniej palce na naleśniku.
Spuściłam wzrok. Poczułam, jak moja policzki robią się gorące. Jezu, człowieku, kto ci pozwolił tak na mnie działać?
- Dzięki – mruknęłam, nie wiedzieć czemu, zawstydzona. Założyłam sobie włosy za ucho. – Twoja, prawda?
Chłopak potwierdził to ruchem głowy. Po chwili uśmiechnął się słodko, co mnie totalnie wyprowadziło z równowagi.
- Możesz ją wziąć – powiedział. – Żebyś pamiętała.
„To, czego nie pamiętam” dodałam w myślach. Jednak na głos powiedziałam:
- Kurczę, dzięki. Jest naprawdę świetna. Będę miała pamiątkę.

*To miasto wymyślone przeze mnie.  Leży gdzieś w okolicach Liverpoolu ; D

*
taki krótki opis dziewczyn, bo nie dodałam wcześniej ; )

Zu – jest Polką, która przeprowadziła się z rodziną do Middletown. Ma siedemnaście lat. Chce w przyszłości zostać dziennikarką. Ma długie, ciemno blond włosy i szaro-niebieskie oczy. Jest niska. Ma starszego o rok brata, Kubę.
Gem – Angielka, mieszkająca od urodzenia w Middletown. Ma siedemnaście lat. Chce w przyszłości zostać stylistką. Ma krótkie, asymetryczne, ciemne włosy i brązowe oczy. Jest wysoka. Nie ma rodzeństwa.

dziękuję za wszystkie komentarze pod ostatnią notką ; ) mam nadzieje, że pod tą będzie jeszcze więcej { huhuhuh, nadzieja matką głupich ; D } następna notka - myślę, że w weekend powinna się pojawić ; )

poniedziałek, czerwca 4

Rozdział 2


Mężczyzna spojrzał na nas surowo. Zerknęłam na Gem, mając nadzieje, że coś wymyśliła. Wnioskując z jej miny, to nic nie wymyśliła. No to się wpakowałyśmy.
- Chyba mamy problem. – Całkiem niezłe podsumowanie, Paul.
Dalej stałyśmy cicho. Dałam ręce do tyłu i zacisnęłam je w pięść, wbijając sobie paznokcie w skórę. Przegryzłam dolną wargę i rozejrzałam się po pokoju, szukając pomocy na ścianach i suficie.
- Wiecie, że będę was musiał zawieść na policje? – spytał łagodnie.
Równocześnie pokręciłyśmy głową. Bo niby skąd miałyśmy wiedzieć, co będzie musiał?
- Paul, to nie ich wina – odezwał się Liam. – To my je zaprosiliśmy. Wiesz, chcieliśmy zrobić małe after party po koncercie. Ale zapomnieliśmy im dać wejściówek za kulisy. Jak do nas zadzwoniły, to poradziliśmy im, żeby wykiwały ochroniarzy. Głupio wyszło – powiedział spokojnie.
Starałam się robić przekonującą minę, że niby to wszystko prawda.
- Nie lepiej byłoby powiedzieć ochroniarzom o dwóch dziewczynach, które zaprosiliście na imprezę? – spytał Paul, patrząc na chłopaków zmęczonym wzrokiem.
Lou uderzył się dłonią w czoło.
- Masz racje. Nie pomyśleliśmy. Będziemy mieli tą uwagę na uwadze w przyszłości – powiedział poważnym tonem.
Paul spojrzał na nas.
- Dobra, macie szczęście, że tym razem zaprosili was chłopaki – rzucił i wyszedł.
Gem spojrzała na zamknięte drzwi.
- A chciałam sobie z nim zdjęcie zrobić i wziąć autograf! – krzyknęła.
Wszyscy na nią spojrzeli zdziwieni. Wybuchłam śmiechem. Gem mi zawtórowała.
- To jak? Idziemy na te party? – spytał Louis, szczerząc zęby.
Chłopcy nie czekali na odpowiedź. Louis pociągnął Gem w stronę wyjścia, a za nimi poszła reszta chłopaków.
Niall stanął przy drzwiami, wyciągnął do mnie rękę.
- Chodź.
Chwyciłam ją i dałam mu się poprowadzić… gdzieś.

*

- Tu mieszkacie? – spytałam.
Staliśmy przed wielkim, jasnym domem. Okna były ogromne, jak zresztą prawie wszystko. Drzwi wejściowe były szklane i nowoczesne. Jedyne co mogłam powiedzieć to: „Wow”.
- Tak – odpowiedział obojętnie Niall, prowadząc mnie do drzwi. Reszta już była w środku.
Chłopak otworzył drzwi i pozwolił mi wejść pierwszej. Wnętrze było też jasne. Na niektórych ścianach wisiały wielkie abstrakcyjne obrazy. Parter nie był podzielony na pokoje – kuchnia i salon tak jakby zlewały się w jedno .
Chłopcy i Gem siedzieli już na białej sofie i gawędzili wesoło.
- Zu! – zawołała Gemma, jak mnie zauważyła. Przysunęła się do Harry’ego i poklepała miejsce obok siebie. Ja jednak pokręciłam głową.
- Usiądę na ziemi – wytłumaczyłam.
Usiadłam po turecku przed sofą i spojrzałam  na półkę, która stała obok telewizora. Były na nich nagrody i zdjęcia chłopców. Widziałam je wszystkie pierwszy raz, nigdy takich nie znalazłam na internecie.
- Dobra, ludzie! – krzyknął Lou. – Niall, włącz jakąś muzykę!
Horan odkrzyknął „Dobra!”. Po chwili włączył Chrisa Browna.
Louis wstał i podszedł do barku. Gdy go otworzył, zobaczyłam pełno butelek alkoholu. Uniosłam brwi. Nieźle tu muszą pić.
Chłopak pogrzebał chwilę wśród butelek i wyciągnął… coś. Nie znałam tego alkoholu. W Polsce na pewno takiego nie ma, bo ja się na tym trochę znam. Tu staram się takich rzeczy nie wiedzieć.
Jak mam być szczera, to trochę się przeraziłam jak wyciągnął tą butelkę. Obiecałam sobie, że tutaj nie będzie żadnych ostrych imprez. Jak widać, ktoś lub coś postanowiło sobie ze mnie zakpić. Odwróciłam głowę, żeby nikt nie widział mojego wyrazu twarzy. Wciągnęłam głośno powietrze. Ostatni raz, pomyślałam sobie. To będzie ostatni raz.
Louis w tym czasie doszedł do kuchni i wyciągnął kieliszki. Zaczął rozlewać, a potem rozdawać. Liam nie wziął.
- Ktoś musi być trzeźwy w tym domu – roześmiał się, widząc pytające spojrzenie Gem.
Lou usiadł obok mnie i poniósł kieliszek.
- No to, za pomyślne zakończenie misji Wykiwać Ochroniarzy!
Roześmieliśmy się. Napiłam się łyka i skrzywiłam się. Mocne.
Chciałam to zostawić na później, ale zobaczyłam, że inni piją całość. Westchnęłam w duchu. Nie chciałam wyjść za odludka i również wypiłam do końca. Lou, widząc, że każdy już wypił, nalał jeszcze każdemu. Gem wypiła pół za pierwszym razem.
- Kto idzie tańczyć? – spytała, odkładając kieliszek na ziemie.
Harry podniósł rękę, również odłożył kieliszek i wstał. Wyszedł na środek pokoju i spojrzał ponaglająco na Gem. Dziewczyna podbiegła do niego. Starałam się nie patrzyć w ich stronę, bo coś czułam, że to będzie dość intymny taniec, znając Gem i Harry’ego.
Wypiłam jeszcze pół kieliszka i odłożyłam. Głowa pulsowała mi tępym bólem. Chyba wyszłam z wprawy. Albo to świństwo tak na mnie działa. Ale jak już wypiłam, to niech się trochę pobawię. Wstałam i pociągnęłam Zayna na parkiet. Co mi tam, jak party to party.

*

Miał ciepłą rękę. Prowadził mnie gdzieś po schodach. Ledwo wszystko ogarniałam, ba! Ja kompletnie nie wiedziałam co się dzieje. Było już późno, jeżeli się nie mylę to po północy.
Ten Ktoś otworzył drzwi i wprowadził mnie do ciemnej sypialni.
- Nie mamy wolnych pokoi gościnnych – wytłumaczył. – Nie obrazisz się, jak będziesz spała…
Pokręciłam głową, bo reszta zdania do mnie nie dotarła.
- Chcesz przebrać się w coś wygodniejszego?
Pokiwałam tępo głową. Ktoś podszedł do szafy i coś z niej wyciągnął. Potem mi to podał. Wziął mnie za rękę i zaprowadził do, chyba, łazienki. Otworzył drzwi.
- Wchodź.
Weszłam posłusznie. Chłopak został na zewnątrz. Zamknął za mną drzwi i zaświecił mi światło. I tak nic nie dostrzegałam.
Zrzuciłam z siebie ubranie, zostawiając bieliznę, i nałożyłam za duże coś, co dostałam od Ktosia. Ciuchy zostawiłam, nie chciało mi się po nie schylać. Wyszłam posłusznie. Ktoś zgasił światło w łazience i bez słowa poprowadził mnie do łóżka. Padłam na nie, przykryłam się i od razu zasnęłam. 

*
ta notkę zaczęłam pisać rano, o 6:30 ; D w nocy mi się przyśniło coś zajebistego i musiałam to napisać. i tak oto jest ! jak pod notką będą 3 komentarze, to dodam następny rozdział ; )

niedziela, czerwca 3

Rozdział 1


Spojrzałam na plakat, wiszący nad biurkiem. Było na nim pięciu chłopców, uśmiechających się uroczo do mnie. Westchnęłam cicho i szepnęłam:
- Cześć.
Zerknęłam nerwowo na drzwi, które były zamknięte. Bałam się, że ktoś mnie usłyszy. Już raz mnie przyłapali na gadaniu do plakatów.
- Wiecie, przyjadę na koncert. Ja i moja nowa przyjaciółka, Gem. Rodzice chcieli, żeby moje pierwsze urodziny w Anglii były wyjątkowe. Udało im się.
Poczekałam chwilę, ale mi nie odpowiedzieli. Westchnęłam ponownie i otworzyłam laptopa. Zapatrzyłam się w pulpit i zamknęłam z powrotem komputer. Nie miałam ochoty siedzieć na internecie.
Zerknęłam na telefon. Chciałam zadzwonić po Gem, może byśmy twitcama zrobiły. Ale nie mogła przyjść – jej babcia do niej przyjechała.
Sięgnęłam po „Up All Night” i włączyłam. Pierwsze takty „What Makes You Beautiful”. Zamknęłam oczy i uśmiechnęłam się. To zawsze pomagało mi ogarnąć myśli i siebie.
Odkąd dowiedziałam się, że pojadę na koncert byłam jeszcze bardziej rozkojarzona, niż zazwyczaj. Kuba, mój starszy brat, twierdzi, że już kompletnie odleciałam. Kretyn. On tego nie rozumie. I raczej nie zrozumie.

*

- Zu, uszczypnij mnie! – pisnęła Gem, zaciskając mocno powieki. Stałyśmy pod sceną, otoczone prze inne dziewczyny, które były równo podniecone jak my. Co prawda koncert już się skończył, ale nie opłacało się na razie pchać do wyjścia.
Posłusznie uszczypnęłam przyjaciółkę, a ona syknęła.
- Ej! – krzyknęła oskarżycielsko.
- No co? – spytałam z miną niewiniątka. – Przecież chciałaś, żebym cię uszczypnęła.
Gemma zrobiła nadąsaną minę, ale po chwili się roześmiała i szturchnęła mnie przyjacielsko. Po chwili zmarszczyła brwi i przegryzła dolną wargę.
- Co jest? – spytałam. Znam ją od miesiąca i doskonale wiem co oznacza ten wyraz twarzy. Kolejny Genialny Pomysł Gemmy Marsh.
- Myślisz, że ochroniarze nas złapią? – spytała, patrząc na wejście, którego pilnowali wielcy faceci.
- Nie, oczywiście, że nie – powiedziałam sarkastycznie.
- Też tak sądzę – odpowiedziała i pociągnęła mnie w stronę dwóch osiłków.
Zmarszczyłam brwi.
- Gem, co ty wyprawiasz? – szepnęłam.
- Załatwiam wejście za kulisy – odszepnęła. – Dobra, ty nie jesteś dobrą aktorka. Udaję, że mdleje, oni do mnie podbiegają, a ty wbiegasz. Ja za tobą.
Chciałam zaprotestować, ale Gem spojrzała na mnie twardo. Nie mogłam stchórzyć.
- Jak ty pobiegniesz? – spytałam.
- Och, o mnie się nie martw. Skup się na tym, żeby ciebie za wcześnie nie złapali – powiedziała tajemniczo. – Dobra, idę. Jak podejdą do mnie, ty leć, nie oglądaj się.
Kiwnęłam głową. Dziewczyna puściła do mnie oko i pobiegła. Gdy była parę metrów od ochroniarzy, zachwiała się i upadła. Tak jak przewidywała, obaj do niej podbiegli, co było głupie. Najwyraźniej nie pomyśleli o takich szaleńcach jak ja.
Nie czekając już ani chwili, pobiegłam przed siebie. Zaraz potem usłyszałam ochrypły krzyk. Na korytarzu zaklepały sandały Gem i ciężkie buciory ochroniarzy.
- Gonią nas! – krzyknęła, równając się ze mną. No, nie zauważyłam.
- Są daleko – zauważyłam. – Tu są drzwi.
Nacisnęłam szybko klamkę, wemknęłyśmy się do pomieszczenia i zatrzasnęłyśmy cicho drzwi. Spojrzałyśmy na siebie, nasłuchując. Po chwili, usłyszałyśmy ciężkie kroki ochroniarzy. Jeden coś mruczał pod nosem. Minęli drzwi, bo kroki ucichły.
Poczekałyśmy jeszcze chwile i wybuchłyśmy śmiechem. Śmiałybyśmy się dłużej, gdyby nie to, że zauważyłam pięciu uroczych chłopców z plakatu, którzy wpatrywali się w nas z niedowierzaniem. Powoli na ich twarzach zaczęły się pojawiać uśmiechy.
Gem i ja patrzyłyśmy na nich z lekko otwartymi ustami. Nie miałam pojęcia co powiedzieć. Jedyne co umiałam, to przekląć po polsku, bo angielskiego chyba zapomniałam.
- Mówiłem, żeby ochroniarze przy drzwiach umieli szybko biegać – zauważył Harry, przyglądając nam się z lekkim uśmiechem. Miał na policzkach urocze dołeczki.
- Raczej nikt nie pomyślał, że ktoś ich przechytrzy – odpowiedział rozsądnie Liam. Harry wzruszył ramionami.
- Jak wam się udało? – spytał z podziwem Lou.
Gem przypomniała sobie jak się mówi. Całe szczęście, bo mnie jeszcze nie oświeciło.
- Udałam, że zemdlałam, a Zu pobiegła. Jak ochroniarze do mnie podeszli to zerwałam się i pobiegłam za nią. Proste. Szczerze mówiąc, nie wierzyłam, że się uda. Bez obrazy, ale to byli straszni kretyni.
Parsknęłam śmiechem.
- Gem, kretyni? Oni po prostu myśleli, że zemdlałaś i chcieli ci udzielić pierwszej pomocy. Wiesz, usta-usta, i takie tam…
Gem pokazała mi język i trzepnęła mnie po głowie. Po chwili obie się roześmiałyśmy.
- Żebyś widziała minę tego łysego! Matko, wyglądał jak ty, kiedy ktoś ci McChckiena zabierze!
- Ha, ha, ha, bardzo śmieszne – powiedziałam, robiąc głupią minę.
A potem przypomniałyśmy sobie, że jesteśmy w jednym pokoju z One Direction i oni nas słuchają. Patrzyli na nas w ciszy. Niall zrobił bardzo dziwną minę, jakby bił się z myślami. Spojrzał na mnie przelotnie. Serce zabiło mi mocniej, ale nic nie dałam po sobie poznać.
- Jaką ona ma minę, jak jej ktoś zabierze McChckena? – To go tak męczyło? Matko, są ciekawsze tematy.
Gem otwarła głupio usta i spojrzała oskarżycielsko na niego. A potem krzyknęła oburzona:
- Oddawaj moje żarcie, krowo jedna! Głodna jestem, złodzieju!
Potem zrobiła zeza. Miałam ochotę ją trzasnąć, ale roześmiałam się razem z chłopcami.
- Nieprawda! – powiedziałam ze śmiechem.
- Prawda, prawda – zapewniła mnie. – Ty kochasz jedzenie, więc nie zaprzeczaj.
Pokazałam jej język.
- Kochasz jedzenie? – spytał Zayn. – Jak nasz Horan! Niall, chyba twoja bratnia dusz!
- Ona nawet przez sen o jedzeniu gada! Ostatnio jak u niej spałam, to obudziłam się w nocy, a ona: „Nie uciekaj! Chcę być panią Cheeseburger, chcę cię poślubić! Nie uciekaj!”
Znowu się roześmiałam. Pamiętałam ten sen.
Wszystko by było fajnie, gdyby nie Paul, który wszedł do pokoju.

*

hello ! no i zaczęłam kolejne opowiadanie, które nie jest fan fictionem z HP ! tym razem 1D, ale do Harry'ego jeszcze wrócę ; )
mam nadzieje, że podoba wam się moja pierwsza notka i zostawicie jakieś komentarze ; ) x