wtorek, lipca 31

informacja

Cześć wszystkim!
Dobra, od razu przejdę do sedna sprawy: za tydzień wyjeżdżam na trzy tygodnie i na 100% nie pojawi się nowa notka. W tym tygodniu nie dam rady napisać - nie mam weny. W ogóle, to opowiadanie zaczyna mnie męczyć. Tak więc, nowa notka chyba dopiero we wrześniu, ale i tego nie jestem pewna - mam już zapowiedziane dwa sprawdziany na pierwsze dwa tygodnie szkoły i nie wiem jak sprawy z nauką potoczą się dalej. Możliwe, że będę musiała zawiesić bloga. Idę teraz do trzeciej gimnazjum i mama powiedziała, że w tym roku osobiście mnie przypilnuje. A poza tym, wybrałam sobie licea, do których potrzebuje dobre wyniki i nie mogę sobie pozwolić na olanie sprawy, jak to miało miejsce w poprzednich latach mojej edukacji w gimnazjum. Naprawdę, nie wiem jak to się wszystko potoczy, więc nic wam nie obiecuję. I tak mało osób to czyta, a fabuła zaczyna się robić beznadziejna. Co z tego, że mam dokładnie zaplanowane zakończenie, jak ja będę musiała jeszcze trochę notek dodać, żeby wyklarowała się taka sytuacja, a nie inna. Pozostaje mi życzyć wam przyjemnego miesiąca wakacji. Mam nadzieje, że nie zawiodłam tych kilku osób, które to czytają. Wiem, że jest was nie wielu i właściwie, nikogo by nie przejęło to, że nie wiem co dalej będzie z opowiadaniem, ale ja znowu nie jestem aż tak wredna, więc zostawię tu kilka słów wyjaśnienia. 
PS. Jakby ktoś miał ochotę pogadać ze mną, w co szczerze wątpię, to można mnie złapać na gadu-gadu, które podałam w Rozdziale 12.
Pozdrawiam ; ) ameba Krysia

wtorek, lipca 24

Rozdział 12


     Rano robili mi jakieś badania. Nie wiem dokładnie o co chodziło, bo byłam rozkojarzona. Całą wczorajszą noc przepłakałam. Słuchałam One Direction i za każdym razem, jak słyszałam głos Niall'a, dostawałam histerii. Potem wkurzyła się na mnie pielęgniarka i dała mi jakiś środek na uspokojenie. Stwierdzili, że to był szok powypadkowy. I niech tak zostanie.
     W południe przyszli rodzice. Mieli mnie wypisać jutro do domu, ale nie mogłam się z niego ruszać przez dwa tygodnie. Zajebiście, tak jednym słowem.
     Jak tylko wyszli, wszedł Matt. Nie mam pojęcia czego on się po mnie spodziewał. Że mu się rzucę na szyję i przeproszę za to, że się z Niall'em pocałowałam? Panowała między nami nieprzyjemna cisza.
     - Czyli to już oficjalnie? - spytał. Spojrzałam na niego zdziwiona.
     - Niby co?
     - No, ty i Horan - wytłumaczył z kwaśną miną.
     - Nie. Nie jesteśmy ze sobą.
     Przybrał obojętny wyraz twarzy.
     - W internecie jet pełno waszych zdjęć. Nie widać ci twarzy - dodał, kiedy zauważył moją minę. - Jesteś nową zdobyczą Horana - powiedział, zakreślając w powietrzu cudzysłów. Wyszczerzył zęby w uśmiechu.
     Spojrzałam na niego z pobłażaniem i lekką złością.
     - Nie jesteśmy ze sobą - powtórzyłam. - Nie zaprosił mnie jeszcze na randkę.
     Jego uśmiech trochę zbladł.
     - Jeszcze? -spytał z udawaną obojętnością.
     - Jeszcze - potwierdziłam.
     Matt zmarszczył brwi.
     - A gdyby zaprosił cię ktoś INNY, to zgodziłabyś się?
     Zastanowiłam się chwilę.
     - Zależy.
     - Od czego?
     - Od tego, kto by mnie zaprosił.
     Zasępił się.
     - Masz jakieś kryteria?
     - Ciekawość to pierwszy stopień do piekła - opowiedziałam. - Nie - dodałam zaraz.
     - To co musi mieć w sobie ta osoba? - Przekrzywił głowę, przyglądając mi się z ciekawością.
     - Musi mi się z nią dobrze gadać. Nie mogę iść na randkę z kimś, z kim rozmawiać nie potrafię. - To chyba oczywiste.
     - Czyli jakbym ja cię zaprosił gdzieś, to byś się zgodziła?
     Spojrzałam na niego z wyrzutem. To był  cios poniżej pasa.
     - No nie wiem... - powiedziałam powoli. Starałam się na niego nie patrzyć.
     - No to zaraz zobaczymy - powiedział. - Wyjdziemy gdzieś razem? Jak cię stąd wypuszczą - dodał szybko. Spojrzałam na niego. Uśmiechał się.
     - Nie mogę nigdzie wychodzić przez dwa tygodnie - opowiedziałam szybko. Dziękowałam teraz za to Bogu. Nie miałam ochoty się z nim umawiać.
     - To u ciebie jakiś film zobaczymy. - Miał na wszystko gotową odpowiedź. - Twoi rodzice powiedzieli, że mogliby na trochę wyjść z domu, Kuba też...
     - Czekaj - przerwałam mu. - Pytałeś się moich rodziców, czy mogą nas zostawić samych?
     - Tak. Zgodzili się.
Chcą mnie odizolować od Niall'a. A przy najmniej tata.
     - To możesz do mnie kiedyś wpaść - mruknęłam, udając, że mnie to cieszy. Chłopak uśmiechnął się promiennie.
     - Będę musiał lecieć - powiedział i na pożegnanie cmoknął mnie w policzek. Wyszedł sprężystym krokiem z sali. Westchnęłam.

Perspektywa Matta

     Czułem się doskonale - zgodziła się! Horan może się zesrać tą swoją sławą, ona i tak będzie moja. Prędzej czy później. Chociaż wolałabym prędzej.
     W połowie drogi do wyjścia wpadłem na Horana. Uśmiechnąłem się do niego szyderczo. Trzymał w ręku bukiet róż. Herbacianych. Spojrzał na mnie uważnie.
     - Co się tak cieszysz? - spytał. W jego głosie słychać było, że nie darzy mnie sympatią.
     - Zu się ze mną umówiła - rzuciłem i wyminąłem go. Z dużo lepszym nastroju pojechałem do domu.

Perspektywa Niall'a

     Stałem na środku korytarza i nie wiedziałem co zrobić. Miałem ochotę krzyczeć, wyrzucić te cholerne róże. Chciałem dogonić tego skurwysyna i wpierdolić mu. Tak wpierdolić, że nigdy by się nie pozbierał.
     Zamknąłem oczy i policzyłem do dziesięciu, żeby się opanować. Potem poszedłem do Zu, bo musiałem to sobie z nią wyjaśnić. Przecież jeszcze wczoraj mnie całowała!
     Szedłem powoli, nie zwracając uwagi na utkwione we mnie spojrzenia. Przyzwyczaiłem się.
     Zapukałem i wszedłem do sali. Siedziała na łóżku z twarzą ukrytą w dłoniach. Podniosła na mnie wzrok. Wyglądała na zmęczoną.
     - Co jest? - spytałem. Chciałem powiedzieć coś innego, ale jak ją zobaczyłem, nie mogłem na nią tak od razu naskoczyć.
     - Źle jest - mruknęła. Nie wiem, czy chodziło o jej najbliższą randkę, czy o ogólne samo poczucie.
     - Cóż, myślę, że Matt poprawi ci humor na najbliższej randce - powiedziałem zdawkowym tonem, podając jej kwiaty.
     Dziewczyna dotknęła palcem płatka róży. Zmarszczyła brwi i spojrzała na mnie.
     - Powiedział ci? - W jej głosie słychać było złość. Nie wiem na kogo była zła. Albo na mnie, albo na niego. Mam nadzieje, że na niego.
     - Mhm - mruknąłem, patrząc w okno.
     - Nie miałam wyboru - powiedziała lekko płaczliwym tonem. Spojrzałem na nią.
     - Nie musisz mi się tłumaczyć. Przecież my nie jesteśmy... No wiesz...
     Nie potrafiłem wypowiedzieć słowa razem. Może dlatego, że chciałem, aby to była prawda. Aby było jakieś razem.
     Wydała z siebie jakiś nie określony dźwięk. Coś pomiędzy krztuszeniem się i westchnięciem.
     - Ja naprawdę nie miałam ochoty się z nim umawiać - szepnęła.
     - Musisz się z nim spotykać? Jestem zazdrosny - usłyszałem. Potem zdałem sobie sprawę, że to moje słowa. Zacisnąłem usta i zerknąłem na nią kontem oka. Miała na twarzy lekki uśmiech, ale jej oczy wciąż pozostawały smutne.
     - Postawił mnie w sytuacji bez wyjścia - powiedziała. Miała lekko zamyśloną minę.
     - Gdzie spotykacie? - spytałem obojętnie.
     - U mnie w domu.
     - Mhm - mruknąłem. Zacząłem gładzić kwiaty, które spoczywały na jaj kolanach. - A kiedy?
     - Nie wiem.
     Miała utkwiony wzrok w mojej dłoni. Dotknęła jej koniuszkami palców i zaczęła rysować na wierzchu mojej dłoni jakieś wzory. Miała śliczne dłonie. Delikatne.
     Nagle odsunęła swoją rękę.
     - Nie przestawaj - jęknąłem żałośnie, niczym rozkapryszony pięciolatek.
     Ona tylko się uśmiechnęła.

***

z tego opowiadania jakaś telenowela się robi, normalnie. blogonowela.
ej, wszyscy co są informowani na tt o nn, prosiłabym o podanie mi gg lub napisanie do mnie < 39713321 >. ułatwi mi to informowanie. reasumując, jeżeli chcesz być informowany o nn, proszę o bezpośrednie napisanie do mnie LUB podanie gadu w komentarzu ; )

środa, lipca 11

Rozdział 11


Zarumieniłam się, czego nikt poza Niall'em nie zauważył. Rodzice wptarywali się w niego zdumieni.
- Ah tak - odchrząknął tata, mierząc go spojrzeniem, które on najwyraźniej uznawał za groźne. - Więc...
- Nie męcz go, Piotr - przerwała mu mama. - Dużo już przeszli.
Tata zrobił nadąsaną minę i zajął krzesło przy mim łóżku. Mama puścila Niall'a i również usiadła. Spojrzała na mnie. Jej oczy były czerwone i zapuchnięte.
- Jak się czujesz? - spytał tata. Dalej miał nadąsaną minę. Czasami spoglądał na Niall'a, który nas obserwował.
- Dobrze - odpowiedziałam, wzruczając ramionami.
- Kuba mówił, że wymknęłaś się z domu z tym młodzieńcem - powiedział sztywno. Poczerwieniałam na twarzy. Niall wpatrywał się tępo w ścianę.
- Nigdzie się nie wymknęłam - wycedziłam. - Kuba dobrze wiedział, że pojechałam z nimi i Gem.
- Nimi? - zdziwił się tata.
- Z całym zespołem - wtrącił się Niall. - Zabraliśmy Zu i Gem do siebie, bo nudzily się w domu. Myśleliśmy, że nie będą mieli państwo nic przeciwko temu, ostatnio zajęliśmy się nimi.
- No, nie powiedziałbym. Piły - zauważył kwaśno tata.
- Tato, kiedyś było gorzej - zauważyłam. Nie zwrócił na mnie uwagi.
- Owszem, to było z naszej strony nierozsądne - powiedział Niall, również mnie ignorując. - Ale przecież nie wlewaliśmy w nie alkocholu siłą. Następnym razem...
- Nie będzie następnego razu - przerwał mu chłodno tata. Mama spojrzała na niego z naganą.
- Piotr, daj sobie spokój. Przecież są młodzi, Zu i tak się poprawiła. Nie będziemy jej wypominać tego, że poszła zabawić się ze znajomymi.
- Miałaś o tym inne zdanie - zauważył.
Mama westchnęła.
- Ale okazało się, że są to bardzo odpowiedzialni chłopcy, prawda?
- Gdyby byli odpowiedzialni, Zuzanna nie leżałaby w szpitalu.
Mama spojrzała na niego ciężko.
- Daj spokój. Przecież nie będziemy jej trzymać pod kloszem. Niedługo skończy osiemnaście lat.
Schowałam twarz w dłoniach.
- To moja wina - powiedziałam głucho. - Ja im uciekłam, coś mi odbiło. Byłam trzeźwa - dodałam, żeby uniknąć zbędnych pytań.
Nikt tego nie skomentował. Zerknęłam na tatę. Wyglądał jakby się czymś dławił. Niall zerknął na mnie ni to z wdzięcznością, ni to ze złością. Miałam ochotę mu pokazać język, ale nie przy rodzicach.
- No to sobie wszystko wyjaśniliśmy - poweidziała entuzjastycznie mama. - Piotr, idziemy porozmawiać z lekarzem.
Wstała i spojrzała ponaglająco na tatę. Podniósł się z krzesła, rzucając Niall'owi niezbyt przyjazne spojrzenie.
Gdy wyszli z sali, między mną i Niall'em zapadła cisza. Chłopak dalej stał przy oknie i patrzył się w ściane.
- Jesteś zły? - spytałam. Było to  kretyńskie pytanie, ale musiałam je zadać.
- Tak - odpowiedział, zamykając oczy.
Nie takiej odpowiedzi się spodziewałam, jak mam być szczera.
- Na co? Lub kogo? - Bałam się, że na mnie.
- Na siebie.
Znowu mnie zaskoczył.
Spojrzał na mnie. Musiałam mieć zdezorientowaną minę, bo uśmiechnął się blado.
- Chyba niepotrzebnie mieszam się w twoje życie - powiedział powoli. - Było ci lepiej jak mnie nie znałaś, prawda?
Zastanowiłam się nad jego słowami. Zmarszczyłam brwi.
- Na pewno mniej zamieszczania było - powiedziałam. - Ale to, że cię poznałam... Nie umiałabym teraz żyć bez ciebie - powiedziałam cicho. Mówiłam to, co serce kazało mi powiedzieć. - Nie jesteś teraz dla mnie tylko idolem. Jesteś kim znacznie więcej. Nie mów, że było mi lepiej, jak cię nie znałam.
Zpadła cisza. Niall pomasował swoje skronie, a ja utkwiłam wzrok w swoich rękach.
- Wiesz co to będzie, jak się o nas dowiedzą? Nie będziesz miała życia. Już coś podejrzewają, że z kimś się spotykam. Są zdjęcia na internecie, a większość fanek chce cię zamordować.
- Nie muszą się dowiedzieć... Na razie możemy to trzymać w tajemnicy - szepnęłam, starając się na niego nie patrzyć. - Ale jak ma ci to zaszkodzić... Rozumiem.
Niall niespodziewanie roześmiał się.
- Ja nie myślę teraz o sobie, tylko o tobie. Większość fanek nie rozumie, że mamy swoje życie. Chcą zabić każdą dziewczynę, która się z nami spotyka. Nie chcę, żeby ktoś coś ci zrobił. Jesteś dla mnie zbyt ważna.
Czułam gorąco na policzkach. Podniosłam wzrok i zobaczyłam oczy Niall'a. Był ode mnie oddalony o parę centymetrów. Moje serce gwałtownie przyśpieszyło. Czułam jego oddech na twarzy.
- Jestem dla ciebie ważna? - wychrypiałam.
- Nawet nie wiesz jak bardzo.
Założył moje włosy za ucho. Uśmiechnął się. Zaczął się powoli przyblizać, gdy drzwi do sali nagle się otwrły.
- Zu, jakiego nam stracha narobiłaś! - krzyknęła Gem. Odsneliśmy się od siebie gwałtownie. Dziewczyna spojrzała pierw na mnie, potem na Niall'a. Uniosła wysoko brwi. Nie zdążyła nic powiedzieć, bo do sali wpadła reszta zespołu.

*

Siedzieli u mnie z godzinę. Potem wywalił ich Kuba. Kretyn. Jak tylko wszyscy wyszli, usiadł przy moim łóżku i zaczął wpatrywać się we mnie.
- No co? - burknęłam w końcu.
- Powiedz mi, co ty wyczyniasz? - Przybrał obrażony wyraz twarzy.
Uniosłam brwi.
- Możesz mi to sprecyzować? - poprosiłam z sarkazmem.
- Olewasz Matta - powiedział oskarżycielsko. - Latasz za tym blondynem.
Prychnęłam.
- Olewam Matta? - powtórzyłam. - On jest tylko kumplem. Niezobowiązałam sie być mu wierna, czy coś.
Kuba zmarszył brwi.
- Niby nie. Ale mogłabyś się liczyć z jego uczuciami. - Głupio słyszeć takie słowa z ust brata. Zazwyczaj to ja mówiłam, że ma się liczyć z uczuciami innych.
- Jest moim kumplem - powtórzyłam. - Więc co? Mam z nikim się nie umawiać, bo urażę mojego kumpla? Nie rozśmieszaj mnie - wycedziłam.
- Matt ci się podoba! - wybuchnął. Wstał gwałtownie i spojrzał na mnie wściekły. - Wiem to! Widzę jak na niego patrzysz! I nie wymiguj się! Horan ci czymś w głowę jebnął i teraz ci się wydaje, że on niby cię kocha. Zostawi cię po kilku tygodniach, bo mu powiedzą, że przeszkadzasz mu w karierze.
Otworzyłam głupio usta. Tak, Matt podobał mi się. Ale potem poznalam Niall'a.
- Nie prawda! - krzyknęłam płaczliwie. - On... Nie zostawi mnie! Ja... Ja to wiem!
Kuba prychnął.
- Boże, jaka ty jesteś głupia! On jest gwiazdą, może mieć każdą. Ty jesteś po prostu jedną z jego zabawek!
I wyszedł, trzaskając drzwiami.
A co jeśli miał racje? Jeżli jestem dla Niall'a tylko zwykłą zabawką? Zauroczył się mną i tyle. Ja mu będę tylko przeszkadzała w karierze, straci przeze mnie fanów. Będą się nam kazali rozzstać. Trasy koncertowe. Nie będziemy się widywać miesiącami, on się pewnie mną znudzi. Jakaś inna dziewczyna wykiwa z najlepszą przyjaciółką ochroniarzy, spodoba mu się. Umówi się z nią na kilka randek, a o mnie zapomni. Potem o niej też zapomni i zobaczę jego zdjęcie z jakąś dziewczyną pokroju Miley Cyrus z wielkim nagłówkiem NOWA MIŁOŚĆ czy coś w tym rodzaju.
Tylko teraz, jak moje uczucia do niego są choć w połowie jasne, nie potrafiłam sobie wyobrazić życia bez niego. Jasne, nie mogę powiedzieć, że go kocham. Ale on jest mi potrzebny do życia. Jak go nie widzę, mam wrażenie, że zabrali mi powietrzem. Jest to dość niekomfortowe. Jak go widzę, to od razu czuję się lepiej. Dzień staje się lepszy. Jakby był moim chodzącym słońcem, które zawsze poprawia mi humor.
Sięgnęlam po mp4 i słuchawki. Włączyłam pierwszą lepszą piosenkę. Usłyszałam głos Demi Lovato, ale na początku nie skupiałam się na tym co śpiewa.

But you're so hypnotizing

Zamarłam na chwilę i pogłosiłam.

You've got me laughing while I sing
You've got me smiling in my sleep
And I can see this unraveling
Your love is where I'm falling
But please don't catch me...

Tak, to doskonale opisywało moje wczorajsze uczucia.

So now you see
Why I'm scared
I can't open up my heart without a care
But here I go
It's what I feel
And for the first time in my life I know it's real

W oczach stanęły mi łzy.

But you're so hypnotizing
You've got me laughing while I sing
You've got me smiling in my sleep
And I can see this unraveling
Your love is where I'm falling
So please don't catch me
If this is love please don't break me
I'm giving up so
Just catch me*

I rozpłakałam się na dobre.

* 'Catch Me' Demi Lovato

*
cykucyku. tamtamtadam ! pisałam to wczoraj cały dzień XD
tak btw, warto posłuchać Catch Me, zajebista piosenka *__*

poniedziałek, lipca 9

Rozdział 10


- Gdzie reszta? - spytałam, ocierając łzy.
Niall uniósł wysoko brwi i klepnął się ręką w czoło. Wstał i wyciągnął telefon z kieszeni. Wybrał szybko jakiś numer i spojrzał za okno, wkładając rękę do kieszeni.
- Nie szukajcie jej już - rzucił. - Znalazła się parę godzin temu. Jest w szpitalu.
Chwilę milczał, wywracając oczyma.
- Za dużo zamieszania było - powiedział. - Sam miałem badania, nie było czasu do was zadzwonić.
Westchnął i usiadł, nie patrząc na mnie.
- Dobra, już nie marudź - mruknął. Zaczął się bawić rąbkiem mojej kołdry. - Wszysto jest okej. Niedawno się obudziła.
Skrzywił się gwałtownie i odsunął lekko telefon od ucha. Słyszałam, że ktoś krzyczy do słuchawki.
- Wiem, że mogłem wam powiedzieć. No, przepraszam.
Uniósł brwi.
- Świętego Łukasza* - powiedział i rozłączył się.
Uśmiechnęłam się blado do niego.
- Nie powiedziałeś im, że mnie znalazłeś?
Chłopak pokręcił przecząco głową. Schował telefon. Widziałam, że coś go trapiło. Rozglądał się po sali, czasami na mnie patrzył oczami pełnymi troski i złości.
- Co się stało? - spytałam, łapiąc go za rękę. Spojrzał na mnie zaskoczony. Szczerze, to mnie samą zaskoczył ten gest.
- Nic - odpowiedział, patrząc na nasze dłonie. - Po prostu jestem zdenerwowany tym całym wypadkiem.
Pokręciłam głową. Wiedziałam, że to wszystko moja wina.
- Przepraszam - szepnęłam.
- Nie masz za co przepraszać - również szepnął. Z wahaniem zbliżył swoją dłoń do mojego policzka i pogłaskał mnie delikatnie. Spuściłam wzrok zakłopotana.
Z boku wyglądaliśmy jak para. Trzymaliśmy się za ręcę, głaskał mnie po policzku. Puściłam delikatnie jego dłoń. Chłopak westchnął i odsunął się ode mnie. Zaczął spacerować po sali.
- To ja powinien cię przeprosić - powiedział nagle, patrząc na ścianę, z pustym wyrazem twarzy. - Nie powinienem wtedy cię całować. Po prostu myślałem, że... Źle myślałem - szepnął, krzywiąc się.
Zamknęłam oczy.
- Czułam się wtedy nieziemsko - usłyszałam. Potem zdałam sobie sprawę, że to ja powiedziałam. Niall odwrócił się powoli i spojrzał na mnie. Jak już zaczęłam, to skończę. - Tak, to prawda. Tylko ja... ja się boję - szepnęłam.

Perspektywa Niall'a

- Czułam się wtedy nieziemsko - powiedziała powoli.
Poczułem się, jakbym znów mógł oddychać. Odwróciłem się i spojrzałem na nią. W moich oczach musiało być niedowierzanie, bo powiedziała:
- Tak, to prawda. Tylko ja... ja się boję - wyszeptala.
Podeszłem do niej jak nawiedzony. Jedyne co widziałem to była ona. Liczyła się tylko ona. Chwyciłem jej twarz w dłonie. Dziewczyna podniosła wzrok i spojrzała mi w oczy. Siedzieliśmy i patrzyliśmy w siebie.
- Naprawdę? - wychrypiałem.
- Tak - ponownie potwierdziła, całując mnie.

Perspektywa Matta 

- Coś długo tam siedzi - zauważyłem sucho, patrząc na drzwi. Kuba się nie odezwał, tylko kiwnął głową.
Zacząłem nerwowo chodzić po korytarzu. Po dziesięciu minutach nie wytrzymałem.
- Wchodzę tam - rzuciłem Kubie. Otworzyłem gwałtownie drzwi i zobaczyłem coś, czego wcale nie chciałem widzieć. Chociaż zawsze wiedziałem, że do tego dojdzie.
- Zostaw ją! - krzyknąłem, nie panując nad sobą. Odsunęli się od siebie gwałtownie. Horan wstał i podszedł do okna. Spojrzał na mnie niechętnie.
- Matt... - szepnęła Zu, patrząc na mnie błagalnie.
Nie miała mi się z czego tłumaczyć - była tylko siostrą mojego najlepszego kumpla.
- Mógłbys wyjść? - spytała powoli. Teraz się wkurzyłem, ale nie mogłem nic zrobić. Wygłupiłem się. Co ja sobie myślałem? Że będzie wolała mnie?
Sporjzałem na nią i odwróicłem się na pięcie. Zamknąłem za sobą starannie drzwi. Stanąłem na środku korytarza i zapatrzyłem się w ściane, starając się nie myśleć o tym, co dopiero zaobczyłem. Kontem oka zauważyłem rodziców Zu, śpieszących do jej sali.

Perspektywa Zu

Czułam się trochę niezręcznie, kiedy Matt wpadł do sali. Zobaczył coś, co wolałabym zostawić tylko dla siebie.
Nikt nie zdążył się odezwać, bo wpadli moi rodzice. Mama była cała zapłkana, a tata miał kamienny wyraz twarzy.
Mama dosłownie rzuciła się na mnie. Zaczęła mnie przytulać i głeboko wdychać powietrze, zapewne w celu uspokojenia się. Potem mnie puściła i poszła przytulić Niall'a, dziękując mu.
- Niech pani nie dziękuję - powiedział cicho. - Nigdy bym sobie nie wybaczył tego, że stało jej się coś złego, a ja bym na to tylko bezradnie patrzył. Musiałem to zrobić.

*wymyślone, jak coś xd

*
tyle mi się udało napisać xd kiepskie to, ale co tam. coś dodałam, c'nie ?

CZYTASZ = KOMENTUJESZ